Miesiąc: luty 2010

  • Zimowe pałace Mazowsza, tak dla odmiany

    Mała zmiana klimatu na zimowy. Jak widać dookoła zima jest, trzyma się nieźle i łatwo nie puści. Stąd pomysł na małą wycieczkę dookoła Warszawy w poszukiwaniu zasypanych śniegiem pałaców. Bo tak :)

    Warunki śnieżno-drogowe, właściwie głównie śnieżne :)

    Szymanów – Pałac Lubomirskich XVIII/XIX w.

    Guzów – Pałac Sobańskich

    Radziejowice – Pałac Radziejowskich

    cd relacji z Kuby w następnej notce

  • End of Cuba

    Kuba, dzień 11

    Dzisiaj będzie mało tekstu bo dzień był wyjątkowo pechowy. Było gorąco, bardzo gorąco. Brak termometru powodował, że nie mogę określić jak bardzo, ale tak z 35 stopni Celsjusza, wilgotność z 90%.

    Na szczęście nie jechaliśmy daleko bo klimatyzacja nie dawała rady. Pokręciliśmy się tylko dookoła, po mieście i okolicach.

    Prawda, że fajny sposób na mycie samochodów?

    Casa dla Kubańczyków, zawsze bardziej zaniedbane niż te dla turystów

    Falochron

    Życie ulicy

    Sala telewizyjna na rynku miasta

    Baracoa ze wzgórza

    Na popołudnie w planach mieliśmy koniec Kuby czyli latarnię morską na wschodnim krańcu wyspy, przylądek Maisi. Latarnia wystąpiła w postaci znaczącego drugiego planu w filmie „Viva Cuba” – warto zobaczyć. Niestety turysta dotrzeć do niej nie może, kilkadziesiąt kilometrów przed przylądkiem, na malowniczej górskiej drodze stoi szlaban i dwóch smętnych panów w zielonych mundurach. Strefa militarna, turystom wstęp wzbroniony. Ciekawe co tam poza latarnią jest …

    Piękna zieleń i drogi jak na Maderze, fotki z najdalszego miejsca na wyspie do którego moze dotrzeć turysta

    A na koniec jeździliśmy w poszukiwaniu plaży, docelowej nie znaleźliśmy, za to inną dziką i owszem. I okazało się przy okazji, że droga Baracoa – Moa, którą mieliśmy jechać następnego dnia jest dla naszego Peugota zupełnie nieprzejezdna, kawałek 8 km zajął nam ok 45 min, koszmar. Drogi nawet nie ma na planie który dostaliśmy z samochodem.

    Dzika plaża przy drodze Baracoa-Moa

    A czemu dzień był pechowy? Bo gorący, duszny i męczący. I samochód miał pecha, raz, odkręcił mi się przewód od akumulatora i to akurat przed szlabanem wojskowym (zieloni wykazali umiarkowane zainteresowanie), dwa łupnąłem czymś zawieszeniem – aż się bałem, że coś poszło. Na szczęście przetrwał.