Orchha, zabytki i pewna scena z pociągu

Odcinek 10, Orchha

Cenotaf nieśmiało wygląda zza krzaka

Dzisiaj będzie mniej tekstu a więcej zdjęć, Orchha w wersji turystycznej. Jak pisałem w poprzedniej notce Orchha znana jest z pałaców i cenotafów.

Trzy pałace Orchhy to siedziba dynastii Bundela, były budowane w XVI-XVIII wieku. Tworzą zwarty kompleks, z jednego przechodzi się do drugiego. Są nieco zaniedbane i rozsypujące się choć architektonicznie bardzo ciekawe. Dookoła miasteczka też jest kilka ciekawych budynków, malowniczo rozsianych po polach i łąkach.

Widok na miasteczko i kompleks pałacowy

Dziedziniec pałacu Raj Mahal

Pałac Jahangira

Widok na Orchhę

Pałac Jahangira

Trochę wnętrz

Rakesh z kolegą przyglądają się zachodnim turystkom

Pałacowe wnętrza to wymarzone miejsce na schadzkę :)

Okolica jest urocza, mało widziałem w Indiach zieleni, tam było jej sporo.

No i obecni mieszkańcy zamku :) Małpy w Indiach dzielą się na te z jasnymi pyskami (łagodne) i czarnymi (złośliwe i wredne). Tak to przynajmniej tłumaczyli lokalni.

Wychodzimy z kompleksu, widok na Jahangiri Mahal

Idziemy spacerem dalej, pozdrawiamy kąpiących się chłopaków …

aż dochodzimy do mostu nad Betwą. Most jest częścią drogi zaznaczonej na mapie kolorem czerwonym czyli główna :)

Żeby nie było, że wszędzie jest tak ładnie to nie wszędzie

Czasem jest malowniczo

Czasem piękne budynki są obudowane slamsami

Dochodzimy do jednego z pałaców na wzgórzach dookoła miasteczka

Ten w odróżnieniu od tych w samym Orchha ma zachowane piękne freski i malowidła, tutaj walka z demonami

Oraz masaż stóp na łózku wykonanym w kształcie siedmiogłowego węża

Na koniec spaceru dochodzimy do cenotafów (symbolicznych grobowców). Władców pałaców kremowano więc ciał w środku nie ma, pałacyki mają znaczenie czysto symboliczne

Całość zbudowana jest na uboczu miasta, całość jest ogrodzona, wypielęgnowana i czysta. Robi dobre wrażenie

Jeszcze widok od strony rzeki. Tutaj, jak wszędzie w okolicy miejsc turystycznych kłębi się tłum dzieciaków sprzedających różne paskudztwa, figurki, wisiorki i inne takie. Ale jeden z nich był bardziej obrotny, chciał mi sprzedać „Kamasutrę”. Kiedy zainteresowany spytałem co konkretnie ma mi do sprzedania odciągnął mnie nieco na bok i teatralnym szeptem powiedział „Patrz!” i pokazał mi wydrukowane na kolorowej drukarce atramentowej sceny z wybitnie pornograficznych filmów z hinduskimi aktorkami. Uśmiałem się, kartek nie kupiłem (były całkiem brudne i przetarte) – widać nie cieszyły się wielkim powodzeniem. Za to kupiłem caly zestaw branzoletek z nitek z małymi dzwoneczkami, cała nasza ekipa je nosiła do końca wyjazdu :)

Na koniec notki trochę o pociągach (tak wiem, znowu … ;) Obiecałem jedak w którejś z pierwszych notek, że jak znajdę takie fotki to pokażę.

To klasa sleeper czyli kuszetki z otwartymi przedziałami na 6 osób. Na górze są wentylatory, w większości zepsute choć niezbędne w goracych miesiącach. Bagaże, w celu ochrony przed kradzieżą przypina się do różnych metalowych kółek czy łańcuchów, przypinają wszyscy, hindusi także.

W tym pociągu, Orchha-Agra byłem świadkiem sceny która była jedną z najmocniejszych widzianych w Indiach. Mianowicie jedziemy sobie, jest późne popołudnie. Dookoła pełno hindusów z dziećmi rozrzucającymi resztki jedzenia dookoła, wszędzie na podłodze walały się papierki, resztki krakersów i ciasteczek. Hindusi nas też podglądają, robią zdjęcia z ukrycia albo śmiało podchodzą i proszą o zrobienie sobie zdjęcia z nami. Ale po godzinie już się nieco znudzili więc poza latającymi wszedzie dzieciakami jest spokojnie a my czytamy książki. Siedziałem z brzegu, od strony korytarza, zresztą zazwyczaj tak robiłem – tworząc pewnego rodzaju barierę chroniącą dziewczyny. I nagle słychać szuranie. Patrzę na korytarz a tam pełznie żebrak. Czołga się, częściowo na kolanach, częsciowo na brzuchu, ma wygiętą w dziwny sposób bardzo chudą nogę i coś nie tak z palcami u rąk. Żebrak czołgając się robi to tak, że ramieniem popycha sterty śmieci, takie połącznie spychacza i miotły. Nie wiem jak zareagować, widok jest tak nierealny, że nie wiem czy się patrzeć czy odwrócić wzrok. Ale nie odwracam. I widzę jak dopełza do rozsypanych herbatników na bardzo brudnej podłodze, wszędzie jest aż czarno. I zaczyna je jeść, prosto z podłogi. Siedzący obok hindusi go przepędzają, żebrak czołga się dalej aż dociera do nas. Widząc białych a to zawsze znaczy łatwe pieniądze podnosi się nieco i patrząc się na mnie pustym wzrokiem wyciąga rękę dobywając z siebie dźwięku który brzmiał jak „Eee, eee”. Ręka nie ma dwóch paców, jest nienaturalnie wykrzywiona. Zamarłem, dziewczyny też. Po kilku, może kilkunastu sekundach wyciągnąłem portfel, dałem mu pieniądze i poczołgał się dalej.

I tak to wyglądało. Indie, proszę Państwa. Indie.

W następnej notce słynna i bardzo turystyczna Agra

Facebooktwittergoogle_plusmail

Fatehpur Sikri, tour guide ;)

Odcinek 11, Fatehpur Sikri

Korytarz, z obrotu

Dojechaliśmy do Agry, #1 miejsc typu „to koniecznie musisz zobaczyć w Indiach”. Agra to miasto w którym znajduje się Taj Mahal, ten sam którego widać na okładce prawie każdego przewodnika po tym kraju. Ale nie od niego zaczeliśmy zwiedzanie, zmieniliśmy plany i pierwszego dnia pobytu pojechalismy na wycieczkę do Fatehpur Sikri. To miasto niedaleko Agry, niegdyś stolica Wielkich Mogołów. Całość jest doskonale zachowana, zadbana, otoczona tłumem bardzo agresywnych sprzedawców i bezapelacyjnie turystyczna. Ale warto zobaczyć, w końcu UNESCO, nie? :)

Kompleks jest ogromny a ciekawostką jest to, że został opuszczony z powodu braku wody pitnej. Ot taki kaprys, wybudować sobie wielką stolicę na pustyni. Dzisiaj będzie tylko kilka fotek, nie miałem czasu ich przygotować więc potraktujmy je zaliczkowo i nieco humorystycznie :)

Najpierw musimy do pałaców dojechać, wielbłądem, z fasonem

Następnie wspiąć się po gigantycznych i nieco megalomańskich schodach, unikając kóz

Prześlizgnąć się z nienacka kompleksem bram

Unikając podejrzanie wyglądających konstrukcji podejrzanie wyglądających na maszynkę do mielenia mięsa

Prześlizgujemy się przez stajnie (obecnie zamieszkane głównie przez turystów i małpy)

Aż gratulując sobie wytrwałości docieramy do celu czyli pięknego grobowca sufickiego pustelnika Selima Ćisti

W nagrodę za zaliczenie udanego zwiedzania znajdujemy wodopój (choć nieco ryzykowny)

Oraz hipermarket owocowy :)

Facebooktwittergoogle_plusmail

16 lat pałaców w Fatehpur Sikri

Odcinek 12, Fatehpur Sikri

Kozy, dużo kóz

Kozy jak już pisałem zalegały malowniczo przed wejściem do kompleksu pałacowgo Fatehpur Sikri. Miasto zostało założone przez mogolskiego władcę Akbara w 1571 roku, natomiast opuszczone z powodu braku wody 16 lat później w 1586 roku stając się w pełni ukończonym i pięknym miastem-widmem. Cóż, widocznie rzucając do pracy kilkadziesiąt tysięcy ludzi należy przemyśleć dostęp do rzeki :)

Kompleks jest w pełni odrestaurowany, zawiera kilka pałaców przylegających do siebie, imponujący meczet Jama Masjid, budynki gospodarcze, stajnie i kilka basenów.

54-metrowa Buland Darwaza – Brama Zwycięstwa

Dziedziniec meczetu Jama Masjid

Oraz chroniące się w jego krużgankach dzieciaki na dywanach

Intensywnie fotografowany grobowiec sufickiego pustelnika Selima Ćisti

Siosty

Spacerem po kolejnych pałacach

Pałac Panch Mahal, zbudowany jak domek z kart

Więcej pałacyków, baseny i wnętrza. Kompleks jest tak duży, że można się w nim spokojnie pogubić

Na koniec kawałek zielonych ogrodów

I opuszczamy Fatehpur Sikri, czas na Agrę :)

Taj Mahal, od strony rzeki

Facebooktwittergoogle_plusmail

IV Ogólnopolska Wystawa Motocykli i Skuterów

Mała zmiana klimatu, bo w końcu ile można o Indiach ;)

Honda pokazała się od najładniejszej strony

Jeżeli chodzi o motocykle również :)

Scigacz.pl wygrywał w kategorii najładniej uśmiechniętych dziewczyn

Suzuki także dawało radę :)

Zwiedzających całkiem sporo

Tych dużych i tych małych

Były cieszące się dużym powodzeniem wśród amatorów fotografii pokazy bielizny

Różne dziwne dwu i trzykołowe wynalazki

Także mniej znane marki pokazały się od najlepszej strony

A na koniec, nie zabrakło też „Akcesoriów Motocyklowych” ;)

Facebooktwittergoogle_plusmail

Taj, Taj Mahal

Odcinek 12, Agra, Taj Mahal

Taj, Taj Mahal w pełnej porannej krasie

Po krótkim skoku w bok w stronę motocykli a zwłaszcza motocyklistek wracamy do Indii.

Taj Mahal. Najsłynniejsza budowla Indii. Obecny na większości pocztówek, okładkach przewodników we wszystkich językach, kubkach, koszulkach, folderach reklamowych, magnesach na lodówkę i pudełkach zapałek. Najsłynniejszy. Od 7 lipca 2007 r. ogłoszony jednym z nowych siedmiu cudów świata (razem z chińskim Wielkim Murem, Kolosseum i Machu Picchu), jest też wpisany na listę UNESCO.

Przyznaję, robi wrażenie! Przede wszystkim jest duży, naprawdę duży. Z daleka monumentalny, z bliska ogromny.

Skala budynku, jako modelki wystąpiły Ania i Bogna

Taj Mahal jest grobowcem i mauzoleum Mumtaz Mahal, żony panującego wtedy cesarza z dynastii Wielkich Mogołów Szahdżahana. Mumtaz Mahal zmarła podczas porodu czternastego dziecka a cesarz który ją kochał nad życie wybudował w ramach hołdu dla niej najpiękniejszą budowlę Indii. Budowa trwała 22 lata, została zakończona w 1654 wieku. Według podań przy budowie pracowało 20 do 25 tysięcy robotników. Lokalni opowiadają legendę, że cesarz Szahdżahana pod koniec życia został zdetronizowany przez swojego syna i uwięziony w niedalekim budynku Czerwonego Fortu skąd do końca życia patrzył się na wybudowany przez siebie symbol miłości. Po śmierci został również pochowany wewnątrz Taj Mahal, w środku są dwa groby, można je oglądać.

W XIX wieku budowla podupadła i mało co nie została rozebrana przez gubernatora Lorda Williama Bentincka, marmur miał być przewieziony i sprzedany w Londynie. Na szczęście pomysł upadł a następni władcy Indii odrestaurowali budowlę, tak że dzisiaj może być celem wycieczek z całego świata.

A wrażenia ze zwiedzania? Przede wszystkim trzeba wstać grubo przed świtem. Taj jest najładniejszy w pierwszych promieniach słońca a dostać się do środka nie jest tak łatwo. Bilety kosztują 750 rupii co jest sumą jak na Indie ogromną (ok 50zł), lokalni płacą bodajże 20 rupii. Do środka prowadzą już od wczesnego ranka ogromne kolejki, oddzielne dla kobiet i mężczyzn, także dzielone na turystów i hindusów. Nie można wnosić papierosów i zapalniczek (rekwirują podczas drobiazgowego przeszukania) oraz na przykład statywów (bez sensu). Za to każdy turysta dostaje małą butelkę wody i pokrowce na buty więc nie trzeba ich zdejmować w środku (dla hindusów są przechowalnie butów). Przebicie się przez bramki trwa około godziny, serio.

Jak już się człowiek dostanie na teren to pierwsze co widać to brama:

Także namiętnie fotografowana

Natomiast za bramą zamieszanie, ludzie się przepychają, żeby zrobić zdjęcie. Zupełnie bez sensu bo dalej jest dużo lepsze miejsce.

Właśnie to, jak widać mocno zatłoczone.

Za to zdjęcia z niego są niezwykle pocztówkowe :)

Idziemy do budynku, widok na ogród i bramę

Jeden z dwóch meczetów po bokach, tylko jeden jest czynny, drugi został wybudowany tylko dla zachowania symetrii całości

Widok z tyłu na rzekę, w porannym świetle bardzo malowniczą

Drugi meczet, ten czynny. Dla turystów wstęp wzbroniony

W środku budowli znajduje się prosta sala z grobowcami (zakaz fotografowania), natomiast sam budynek jest ciekawy. W marmurze zatopione są kamienie szlachetne i półszlachetne, jest dużo malowniczych płaskorzeźb i gry świateł.

Wychodzimy na zewnątrz, zdjęcie obowiązkowe

Widok z ogrodów. Wrzuciłem kilka podobnych zdjęć różniących się tylko oświetleniem bo nie mogę się zdecydować która mi się najbardziej podoba :)

Budynek cieszy się dużym powodzeniem wśród Hindusów, wszędzie jest pełno wycieczek

Wzbudza też dziwne reakcje wśród zwiedzających ;)

I na koniec, wcale nie jest biały, tak tylko wygląda w ostrym słońcu. Z bliska jest kremowo szary, marmur ciemnieje pod wpływem zanieczyszczeń powietrza. Widok po zachodzie słońca od strony rzeki.

Będą jeszcze dwie notki z Agry, jedna turystyczna (Czerwony Fort i inne zabytki) i druga o miejscach i rzeczach zdecydowanie w innym klimacie …

Facebooktwittergoogle_plusmail

O przechodzeniu pod pociągiem

Odcinek 13, Agra, życie miasta

Dzieciaki noszące chrust zebrany nad brzegiem Jamuny

Wychodzimy z miejsc turystycznych i idziemy na miasto. Wystarczy odejść kilkaset metrów i to co widać i czuć zmienia się diametralnie. Kilka fotek z prawdziwej Agry…

Sklep monopolowy, właściwie dwa. Po lewej sklep z alkoholami zachodnimi, drogo i mało klientów. Po prawej alkohole lokalne, w większości niepijalne, poza całkiem niezłym piwem KingFisher. W Bangalore próbowalismy wina w lokalnej mordowni, straszne było.

Niezbędnik podróżnika, kafejka internetowa, kasa biletowa i kantor w jednym

Riksza – beczkowóz. Rikszą rowerową jechaliśmy raz, kierujący był chudy jak szczapa ale dawał rade, nawet pod górę.

Uliczny serwis MotoRiksz. Nie wiem czy autoryzowany ;)

Trzy najpopularniejsze pojazdy na miejskich drogach, MotoRiksze, motocykle HeroHonda i konne powozy.

Rodzinne podobieństwo

Zdjęcie do albumu rodzinnego

I portret Hinduski

Staruszek farbujący włosy na pomarańczowo. Hindusi są przewrażliwieni na punkcie wyglądu swoich włosów, nawet najbiedniejsi strzygą się często i starają się wyglądać estetycznie. Starsi, siwiejący mężczyźni farbują włosy na czarno lub właśnie często na pomarańczowo.

Idziemy dalej, żebrak mieszkający na ulicy, na betonowym pasie pomiędzy jezdniami. Krawężniki są tak wysokie i potężne, że przynajmniej nikt go nie przejedzie. Łażenie nocą po mieście nie jest proste, ze względu na śpiących wszędzie biedaków, trzeba stąpać uważnie i chodzi się slalomem.

Pies żywiący się resztkami z płonącej góry śmieci. Smród niewyobrażalny.

Toaleta publiczna. Dobrze, że jest bo inaczej toaletą bywa całe otoczenie. Zapewniam, nie była najgorszą jaką widziałem.

Dworzec autobusowy

Targ muzułmański obok meczetu, tłok, tłok …

I na nim kupowanie

Thali, nasz obiad w bardzo tubylczej knajpie. To w sosie obok paczki chusteczek higienicznych było piekielnie ostre ale dałem radę, całość pyszna. Obiad kosztował 40 rupii (niecałe 2,6zł), Coca-Cola do niego drugie tyle :)

Możliwości transportowe riksz są zgoła nieograniczone, był beczkowóz, jest ciężarówka :)

Street view

Rikszarz rozmawiający z rodziną. Prawie wszyscy mają telefon, nawet Ci śpiący na ulicy …

I na koniec warta opisania akcja z pociągiem. Idziemy po mieście, przeciskamy się przez wieczny tłum właściwie. Wszędzie dookoła gwarno i tłoczno, wszyscy rozpychają się łokaciami, riksze trąbią, hindusi krzyczą do siebie, generalnie normalny chaos i hałas indyjskiej ulicy (coś jak przelatujące gęsiego nad głową samoloty ;). I nagle ulica zamiera, cichnie zupełnie, wszyscy ale to wszyscy stanęli w miejscu, nikt nie rozmawia i patrzą się do góry. Ale o co chodzi? ;)

Więc my też patrzymy i widzimy przejeżdżający wiaduktem pociąg. I tak jak oni stanęliśmy, patrzymy na pociąg, na tłum ludzi spokojnie stojących dookoła, nie możemy się nadziwić skąd ta cisza i spokój, nie wiemy zupełnie skąd ten nagły bezruch. Pytam się kogoś stojącego obok, ten się patrzy dziwnie z miną pt. „co ja głupi, że nie wiem?” i odpowiada: „no pociąg jedzie, stoimy bo gówno z góry leci …”

I tak, z naprawdę głupimi minami postaliśmy kilka minut, spokojnie bo pociągi długie, aż tenże przejechał a tłum ruszył.

I znowu było normalnie, chaos, hałas i tłum, tłum, tłum … :)

Facebooktwittergoogle_plusmail

Agra i Fort Czerwony

Odcinek 14, Agra i Fort Czerwony

Pozwiedzajmy jeszcze trochę zanim pojedziemy dalej

Na początek Mauzoleum Akbara, spokojne miejsce na przedmieściach Akry

Pełne zakochanych

Jelonków

Oraz łamiących prawo małp

Dalej następne małzoleum, Itmad-Ud-Daulah, zwany przez lokalnych „Baby Taj Mahal”. Było wzorem dla później wybudowanego Taj’a

Intensywnie niebieski pomnik B. R. Ambedkara, wielkiego popularyzatora edukacji

Wejście do słynnego Czerwonego Fortu (Red Fort), drugiego najbardziej znanego zabytku w Akrze. Na poczatku pełnił funkcję obronną, później reprezentacyjną i rezydencjalną. Zbudowany w 1573 roku, masywny i zgodnie z nazwą intensywnie czerwony.

Brama, oblężenie w toku

Jeden z dziedzińców

Wnętrza, w ramach elementów dynamicznych fotografii wystąpili: Hindus i papupa

Z Fortu widać Taj Mahal, pod tym kątem wygląda trochę jak rafineria ;) Przed budynkiem nadrzeczne slumsy

Mekka zakochanych. Jeżeli widać w północnych Indiach pary trzymające się za ręce to tylko na uboczu, w drogich knajpach albo właśnie w zamknietych i ogrodzonych miejscach turystycznych. Takie miejsca działają trochę jak enklawy zachodnich zwyczajów.

Staruszkowie

Turyści się kłębią, japońscy jak na całym świecie, z kamerami

Puzzle z kwiatów

Chandni rozmową zaangażowana

Kopuły w kształcie piersi występują parami

I na koniec Hinduski poszukujące turystów do pamiątkowego zdjęcia

Ostatnia pamiątkowa fotka Taj Mahal do wysłania MMS’em ;)

I jedziemy dalej … pociągiem do Jaipuru

Facebooktwittergoogle_plusmail

Rzecz o małpim raju

Odcinek 15, Jaipur, Monkey Temple

Wnętrze jednej z małych świątyń Galwar Bagh

To już 15 notka o Indiach a ja dopiero w połowie wyjazdu jestem… Dzisiaj o Jaipurze i Świątyni Małp.

Jaipur zaczął się źle. Bardzo źle. Pociąg z Agry się spóźnił, koczowaliśmy kilka godzin w Akrze na dworcu i zamiast wieczorem dotarliśmy do Jaipuru późno w nocy. W pociągu było też zimno, okrutnie zimno, uszy i nosy marzły a szkliwo na zębach pękalo. No może prawie ;)

Najgorszy był kierowca motorikszy jednak. Droga z dworca do hotelu nie była długa, 1,2 km według mojego nokiowego GPS’a ale tenże kolega zdołał mnie w tym czasie doprowadzić do białej furii i chęci zainicjowania poważnego incydentu międzynarodowego. A to tylko kilkoma komentarzami i próbą kombinowania jak tu nas zawieźć do innego hotelu. Plus, w dodatku, last but not least chamskimi pytaniami o dziewczyny…

W każdym razie do incydentu nie doszło, chęć mordu i zakopania delikwenta w ogródku warzywnym minęła a my dostaliśmy się do hotelu. To, że pokoje były sporo droższe niż oczekiwaliśmy już nas bardzo nie zdziwiło. Za to były naprawdę fajne a jeden z nich nawet OGRZEWANY! :)

Na szczęście rano już było dużo lepiej, jajecznica z warzywami i imbirem na śniadanie wprawiło mnie w tak dobry humor, że nawet wybaczyłem podany nam napój kawopodobny. No i było ciepło, w końcu naprawdę ciepło. Dwadzieścia kilka stopni, słońce wysoko, marzenie – w końcu lokalizacja obok pustyni swoje robi :)

Jaipur. Średniej wielkości miasto (coś ze 3,5 mln mieszkańców ;) słynne jako Różowe Miasto od koloru budynków w starej jego części. Ale ile można oglądać zabytkowe budynki, plany się więc zmieniły i pojechaliśmy obejrzeć wzgórze zwane Świątynią Małp a wieczorem pójść do kina. Bo tak!

Małpy i małpiątka

Świątynia Małp zwana lokalnie Galwar Bagh jest w Galcie, wiosce na przedmieściach Jaipuru. To w zasadzie dwa byty, Galwar Bagh to stary kompleks hinduskich świątyń malowniczo ukrytych pomiędzy skałami. Nadal jest czynny a mieszkający w nim bramini (kapłani z wysokiej kasty) opiekują się budynkami i prowadzą nabożeństwa. Drugim bytem jest samo wzgórze które upodobały sobie małpy, podobno jest ich w okolicy 6 tysięcy, całkiem to możliwe. Miejsce jest mało znane, spora część przewodników je pomija, moim zdaniem niesłusznie bo warto tam dotrzeć. Za to jest pusto i nie trzeba płacić za wejście :)

Zapraszam więc na spacer.

Małpia rodzina. Zwierzaki są hołubione przez mieszkańców, karmione bananami i orzechami

Świątynie Galwar Bagh

Czujny ojciec rodziny

Oraz jego trzódka

Dochodzimy do kompleksu świątyń, na początku baseny kąpielowe

Jak widać używane

Całość jest niezwykle ładna i ciekawa architektonicznie, budynki są wkomponowane w skały, wręcz wyrastają z nich i malowniczo odbijają się basenach.

Wnętrze świątyni, zawieszone paski materiału mają wspomóc płodność

Wielkouchy Ganesh, lubimy Ganesha :)

Inne bóstwa, jak zwykle bajecznie kolorowe

Widok z trawy na Świątynie

Małpie marchewki

W drodze powrotnej odwiedzam jeszcze jedną światynię, bramin opiekujący się nią mówi mieszaniną angielskiego i hindu z naciskiem ten drugi więc niewiele rozumiem. Jedynie na koniec wywodu „hundred rupee” było zrozumiałe ;)

Świątynia za to jest bardzo ładnie utrzymana

Na koniec widok na Jaipur ze wzgórza

W następnej notce o tym jak poszliśmy do kina na bollywood’zki film

Facebooktwittergoogle_plusmail