Rok: 2012

  • Just another sunset

    Zachód słońca nad Lake Pichola, w ramach zajawki do notek o Udaipurze

  • O tym, że Katrina cycków nie pokazała, jej siostra i owszem a trup w tle ścielił się gęsto

    Odcinek 16, Jaipur, Bollywood Movie

    Koniec seansu Agneepath w Raj Mandir, słynnym na całe Indie kinie

    Gdzie obejrzeć Bollywoodzkie filmy? Najlepiej w Jaipurze, w słynnym kinie Raj Mandir!
    Najpierw trzeba kupić bilety, przedsprzedaży nie było, kasy otwierają na 45 minut przed seansem. Są dwie kolejki, oddzielnie dla kobiet i mężczyzn a także różne klasy biletów. My wybraliśmy najdroższą i najbardziej komfortową, diamentową lożę na balkonie – 150 rupii za miejsce. Kino jest ogromne, 1237 miejsc i niezmiennie przez hindusów oblegane.

    Raj Mandir

    Posiłek w McDonald przed seansem. Hamburgerów z wołowiny nie dowieźli ;)

    Więc, mamy bilety, popcorn w łapkach, Pan pomagacz z latarką prowadzi nas na miejsce i jedziemy. Krzesła wygodne, nawet się rozkładają. Byliśmy na Agneepath, na prawie premierowym pokazie. Film jest nowym wykonaniem przeboju z lat 90tych i nie był typowy dla kina Bollywood, tańców mało za to trup ściele się gęsto a emocje miłością rozbuchane szaleją. Pewien kłopot sprawiło nam to, że film w hindi, bez angielskich napisów ale fabuła choć skomplikowana była całkiem logiczna i dało radę zrozumieć o co chodzi. Przed seansem obawiałem się, że szybko usnę (chrapałem jak dziecko po 30 minutach „Czasem słońce, czasem deszcz”) ale nie, oglądanie filmu tutaj to niesamowita rzecz, film trwał 3h, w środku miał przerwę a na sali lokalesi gwiżdżą, tupią, wyją i krzyczą podczas różnorakich momentów. Takich rozbieranych oczywiście nie było, w końcu to Indie ale wiele intensywnie sugestywnych i owszem :)

    Seriously, niebywałe wrażenia ;)

    W rolach głównych bożysze kobiet Hrithik Roshan, równie znany co Shahrukh Khan a dużo młodszy oraz śliczna Priyanka Chopra

    Tańce też były :)

    Niebywale seksowna Katrina Kaif w niepoprawnej politycznie scenie. To jedna z najbardziej znanych indyjskich aktorek która miała niedawno problemy z powrotem na scenę po tym jak jej młodsza siostra Isabella Kaif poszła w ślady Paris Hilton i „opublikowała” swoją sex taśmę. Skandal w purytańskich Indiach jak się zapewne domyślacie był niebywały.

    Później w Indiach dowiedzieliśmy się, że Bollywoodzkie filmy to raczej na prowincji bo w naprawdę dużych miastach jak Mumbai czy Delhi popularniejsze jest kino zachodnie.

    Co oprócz kina? Pochodziliśmy trochę po mieście, zwiedzać nam się jakoś nie chciało za to zakupy były więcej niż udane. Ja w ogóle czułem przesilenie Indiami tamtego dnia, chyba każdego to w tym kraju dopada. Ale szybko przeszło :)

    Laundry day

    Sałatkę warzywną Pan życzy?

    Zaparkowany pod sklepem słoń

    Szlajając się po Jaipurze trudno w końcu nie trafić na jakiś zabytek. To ściana słynnego Hawa Mahal (Pałacu Wiatrów), część Różowego Miasta, powstałego dekretem Dźaja Singha, który żeby zrobić większe wrażenie rozkazał pomalować całe miasto na ten kolor.

    Uliczny fast-food. Kulki z soczewicy oraz chyba pietruszką i ostrymi przyprawami, bardzo dobre.

    Warzywa jak wszystko kupujemy na ulicy

    Zima jest, kozy trzeba poubierać

    Kobra leniwie wyłania się z koszyka

    Wielbłądy, jak słoń zaparkowane

    Oraz trzeci, przy pracy

    I na koniec sklep ze słodyczami. Są koszmarnie słodkie, podobne do tych arabskich, składają się głównie z skarmelizowanego cukru i miodu. Dla koneserów ;)

    A w następnej notce Udaipur zwany całkiem słusznie Wenecją Wschodu i Bond, James Bond

  • Rzecz o małpim raju

    Odcinek 15, Jaipur, Monkey Temple

    Wnętrze jednej z małych świątyń Galwar Bagh

    To już 15 notka o Indiach a ja dopiero w połowie wyjazdu jestem… Dzisiaj o Jaipurze i Świątyni Małp.

    Jaipur zaczął się źle. Bardzo źle. Pociąg z Agry się spóźnił, koczowaliśmy kilka godzin w Akrze na dworcu i zamiast wieczorem dotarliśmy do Jaipuru późno w nocy. W pociągu było też zimno, okrutnie zimno, uszy i nosy marzły a szkliwo na zębach pękalo. No może prawie ;)

    Najgorszy był kierowca motorikszy jednak. Droga z dworca do hotelu nie była długa, 1,2 km według mojego nokiowego GPS’a ale tenże kolega zdołał mnie w tym czasie doprowadzić do białej furii i chęci zainicjowania poważnego incydentu międzynarodowego. A to tylko kilkoma komentarzami i próbą kombinowania jak tu nas zawieźć do innego hotelu. Plus, w dodatku, last but not least chamskimi pytaniami o dziewczyny…

    W każdym razie do incydentu nie doszło, chęć mordu i zakopania delikwenta w ogródku warzywnym minęła a my dostaliśmy się do hotelu. To, że pokoje były sporo droższe niż oczekiwaliśmy już nas bardzo nie zdziwiło. Za to były naprawdę fajne a jeden z nich nawet OGRZEWANY! :)

    Na szczęście rano już było dużo lepiej, jajecznica z warzywami i imbirem na śniadanie wprawiło mnie w tak dobry humor, że nawet wybaczyłem podany nam napój kawopodobny. No i było ciepło, w końcu naprawdę ciepło. Dwadzieścia kilka stopni, słońce wysoko, marzenie – w końcu lokalizacja obok pustyni swoje robi :)

    Jaipur. Średniej wielkości miasto (coś ze 3,5 mln mieszkańców ;) słynne jako Różowe Miasto od koloru budynków w starej jego części. Ale ile można oglądać zabytkowe budynki, plany się więc zmieniły i pojechaliśmy obejrzeć wzgórze zwane Świątynią Małp a wieczorem pójść do kina. Bo tak!

    Małpy i małpiątka

    Świątynia Małp zwana lokalnie Galwar Bagh jest w Galcie, wiosce na przedmieściach Jaipuru. To w zasadzie dwa byty, Galwar Bagh to stary kompleks hinduskich świątyń malowniczo ukrytych pomiędzy skałami. Nadal jest czynny a mieszkający w nim bramini (kapłani z wysokiej kasty) opiekują się budynkami i prowadzą nabożeństwa. Drugim bytem jest samo wzgórze które upodobały sobie małpy, podobno jest ich w okolicy 6 tysięcy, całkiem to możliwe. Miejsce jest mało znane, spora część przewodników je pomija, moim zdaniem niesłusznie bo warto tam dotrzeć. Za to jest pusto i nie trzeba płacić za wejście :)

    Zapraszam więc na spacer.

    Małpia rodzina. Zwierzaki są hołubione przez mieszkańców, karmione bananami i orzechami

    Świątynie Galwar Bagh

    Czujny ojciec rodziny

    Oraz jego trzódka

    Dochodzimy do kompleksu świątyń, na początku baseny kąpielowe

    Jak widać używane

    Całość jest niezwykle ładna i ciekawa architektonicznie, budynki są wkomponowane w skały, wręcz wyrastają z nich i malowniczo odbijają się basenach.

    Wnętrze świątyni, zawieszone paski materiału mają wspomóc płodność

    Wielkouchy Ganesh, lubimy Ganesha :)

    Inne bóstwa, jak zwykle bajecznie kolorowe

    Widok z trawy na Świątynie

    Małpie marchewki

    W drodze powrotnej odwiedzam jeszcze jedną światynię, bramin opiekujący się nią mówi mieszaniną angielskiego i hindu z naciskiem ten drugi więc niewiele rozumiem. Jedynie na koniec wywodu „hundred rupee” było zrozumiałe ;)

    Świątynia za to jest bardzo ładnie utrzymana

    Na koniec widok na Jaipur ze wzgórza

    W następnej notce o tym jak poszliśmy do kina na bollywood’zki film

  • Agra i Fort Czerwony

    Odcinek 14, Agra i Fort Czerwony

    Pozwiedzajmy jeszcze trochę zanim pojedziemy dalej

    Na początek Mauzoleum Akbara, spokojne miejsce na przedmieściach Akry

    Pełne zakochanych

    Jelonków

    Oraz łamiących prawo małp

    Dalej następne małzoleum, Itmad-Ud-Daulah, zwany przez lokalnych „Baby Taj Mahal”. Było wzorem dla później wybudowanego Taj’a

    Intensywnie niebieski pomnik B. R. Ambedkara, wielkiego popularyzatora edukacji

    Wejście do słynnego Czerwonego Fortu (Red Fort), drugiego najbardziej znanego zabytku w Akrze. Na poczatku pełnił funkcję obronną, później reprezentacyjną i rezydencjalną. Zbudowany w 1573 roku, masywny i zgodnie z nazwą intensywnie czerwony.

    Brama, oblężenie w toku

    Jeden z dziedzińców

    Wnętrza, w ramach elementów dynamicznych fotografii wystąpili: Hindus i papupa

    Z Fortu widać Taj Mahal, pod tym kątem wygląda trochę jak rafineria ;) Przed budynkiem nadrzeczne slumsy

    Mekka zakochanych. Jeżeli widać w północnych Indiach pary trzymające się za ręce to tylko na uboczu, w drogich knajpach albo właśnie w zamknietych i ogrodzonych miejscach turystycznych. Takie miejsca działają trochę jak enklawy zachodnich zwyczajów.

    Staruszkowie

    Turyści się kłębią, japońscy jak na całym świecie, z kamerami

    Puzzle z kwiatów

    Chandni rozmową zaangażowana

    Kopuły w kształcie piersi występują parami

    I na koniec Hinduski poszukujące turystów do pamiątkowego zdjęcia

    Ostatnia pamiątkowa fotka Taj Mahal do wysłania MMS’em ;)

    I jedziemy dalej … pociągiem do Jaipuru

  • O przechodzeniu pod pociągiem

    Odcinek 13, Agra, życie miasta

    Dzieciaki noszące chrust zebrany nad brzegiem Jamuny

    Wychodzimy z miejsc turystycznych i idziemy na miasto. Wystarczy odejść kilkaset metrów i to co widać i czuć zmienia się diametralnie. Kilka fotek z prawdziwej Agry…

    Sklep monopolowy, właściwie dwa. Po lewej sklep z alkoholami zachodnimi, drogo i mało klientów. Po prawej alkohole lokalne, w większości niepijalne, poza całkiem niezłym piwem KingFisher. W Bangalore próbowalismy wina w lokalnej mordowni, straszne było.

    Niezbędnik podróżnika, kafejka internetowa, kasa biletowa i kantor w jednym

    Riksza – beczkowóz. Rikszą rowerową jechaliśmy raz, kierujący był chudy jak szczapa ale dawał rade, nawet pod górę.

    Uliczny serwis MotoRiksz. Nie wiem czy autoryzowany ;)

    Trzy najpopularniejsze pojazdy na miejskich drogach, MotoRiksze, motocykle HeroHonda i konne powozy.

    Rodzinne podobieństwo

    Zdjęcie do albumu rodzinnego

    I portret Hinduski

    Staruszek farbujący włosy na pomarańczowo. Hindusi są przewrażliwieni na punkcie wyglądu swoich włosów, nawet najbiedniejsi strzygą się często i starają się wyglądać estetycznie. Starsi, siwiejący mężczyźni farbują włosy na czarno lub właśnie często na pomarańczowo.

    Idziemy dalej, żebrak mieszkający na ulicy, na betonowym pasie pomiędzy jezdniami. Krawężniki są tak wysokie i potężne, że przynajmniej nikt go nie przejedzie. Łażenie nocą po mieście nie jest proste, ze względu na śpiących wszędzie biedaków, trzeba stąpać uważnie i chodzi się slalomem.

    Pies żywiący się resztkami z płonącej góry śmieci. Smród niewyobrażalny.

    Toaleta publiczna. Dobrze, że jest bo inaczej toaletą bywa całe otoczenie. Zapewniam, nie była najgorszą jaką widziałem.

    Dworzec autobusowy

    Targ muzułmański obok meczetu, tłok, tłok …

    I na nim kupowanie

    Thali, nasz obiad w bardzo tubylczej knajpie. To w sosie obok paczki chusteczek higienicznych było piekielnie ostre ale dałem radę, całość pyszna. Obiad kosztował 40 rupii (niecałe 2,6zł), Coca-Cola do niego drugie tyle :)

    Możliwości transportowe riksz są zgoła nieograniczone, był beczkowóz, jest ciężarówka :)

    Street view

    Rikszarz rozmawiający z rodziną. Prawie wszyscy mają telefon, nawet Ci śpiący na ulicy …

    I na koniec warta opisania akcja z pociągiem. Idziemy po mieście, przeciskamy się przez wieczny tłum właściwie. Wszędzie dookoła gwarno i tłoczno, wszyscy rozpychają się łokaciami, riksze trąbią, hindusi krzyczą do siebie, generalnie normalny chaos i hałas indyjskiej ulicy (coś jak przelatujące gęsiego nad głową samoloty ;). I nagle ulica zamiera, cichnie zupełnie, wszyscy ale to wszyscy stanęli w miejscu, nikt nie rozmawia i patrzą się do góry. Ale o co chodzi? ;)

    Więc my też patrzymy i widzimy przejeżdżający wiaduktem pociąg. I tak jak oni stanęliśmy, patrzymy na pociąg, na tłum ludzi spokojnie stojących dookoła, nie możemy się nadziwić skąd ta cisza i spokój, nie wiemy zupełnie skąd ten nagły bezruch. Pytam się kogoś stojącego obok, ten się patrzy dziwnie z miną pt. „co ja głupi, że nie wiem?” i odpowiada: „no pociąg jedzie, stoimy bo gówno z góry leci …”

    I tak, z naprawdę głupimi minami postaliśmy kilka minut, spokojnie bo pociągi długie, aż tenże przejechał a tłum ruszył.

    I znowu było normalnie, chaos, hałas i tłum, tłum, tłum … :)

  • Taj, Taj Mahal

    Odcinek 12, Agra, Taj Mahal

    Taj, Taj Mahal w pełnej porannej krasie

    Po krótkim skoku w bok w stronę motocykli a zwłaszcza motocyklistek wracamy do Indii.

    Taj Mahal. Najsłynniejsza budowla Indii. Obecny na większości pocztówek, okładkach przewodników we wszystkich językach, kubkach, koszulkach, folderach reklamowych, magnesach na lodówkę i pudełkach zapałek. Najsłynniejszy. Od 7 lipca 2007 r. ogłoszony jednym z nowych siedmiu cudów świata (razem z chińskim Wielkim Murem, Kolosseum i Machu Picchu), jest też wpisany na listę UNESCO.

    Przyznaję, robi wrażenie! Przede wszystkim jest duży, naprawdę duży. Z daleka monumentalny, z bliska ogromny.

    Skala budynku, jako modelki wystąpiły Ania i Bogna

    Taj Mahal jest grobowcem i mauzoleum Mumtaz Mahal, żony panującego wtedy cesarza z dynastii Wielkich Mogołów Szahdżahana. Mumtaz Mahal zmarła podczas porodu czternastego dziecka a cesarz który ją kochał nad życie wybudował w ramach hołdu dla niej najpiękniejszą budowlę Indii. Budowa trwała 22 lata, została zakończona w 1654 wieku. Według podań przy budowie pracowało 20 do 25 tysięcy robotników. Lokalni opowiadają legendę, że cesarz Szahdżahana pod koniec życia został zdetronizowany przez swojego syna i uwięziony w niedalekim budynku Czerwonego Fortu skąd do końca życia patrzył się na wybudowany przez siebie symbol miłości. Po śmierci został również pochowany wewnątrz Taj Mahal, w środku są dwa groby, można je oglądać.

    W XIX wieku budowla podupadła i mało co nie została rozebrana przez gubernatora Lorda Williama Bentincka, marmur miał być przewieziony i sprzedany w Londynie. Na szczęście pomysł upadł a następni władcy Indii odrestaurowali budowlę, tak że dzisiaj może być celem wycieczek z całego świata.

    A wrażenia ze zwiedzania? Przede wszystkim trzeba wstać grubo przed świtem. Taj jest najładniejszy w pierwszych promieniach słońca a dostać się do środka nie jest tak łatwo. Bilety kosztują 750 rupii co jest sumą jak na Indie ogromną (ok 50zł), lokalni płacą bodajże 20 rupii. Do środka prowadzą już od wczesnego ranka ogromne kolejki, oddzielne dla kobiet i mężczyzn, także dzielone na turystów i hindusów. Nie można wnosić papierosów i zapalniczek (rekwirują podczas drobiazgowego przeszukania) oraz na przykład statywów (bez sensu). Za to każdy turysta dostaje małą butelkę wody i pokrowce na buty więc nie trzeba ich zdejmować w środku (dla hindusów są przechowalnie butów). Przebicie się przez bramki trwa około godziny, serio.

    Jak już się człowiek dostanie na teren to pierwsze co widać to brama:

    Także namiętnie fotografowana

    Natomiast za bramą zamieszanie, ludzie się przepychają, żeby zrobić zdjęcie. Zupełnie bez sensu bo dalej jest dużo lepsze miejsce.

    Właśnie to, jak widać mocno zatłoczone.

    Za to zdjęcia z niego są niezwykle pocztówkowe :)

    Idziemy do budynku, widok na ogród i bramę

    Jeden z dwóch meczetów po bokach, tylko jeden jest czynny, drugi został wybudowany tylko dla zachowania symetrii całości

    Widok z tyłu na rzekę, w porannym świetle bardzo malowniczą

    Drugi meczet, ten czynny. Dla turystów wstęp wzbroniony

    W środku budowli znajduje się prosta sala z grobowcami (zakaz fotografowania), natomiast sam budynek jest ciekawy. W marmurze zatopione są kamienie szlachetne i półszlachetne, jest dużo malowniczych płaskorzeźb i gry świateł.

    Wychodzimy na zewnątrz, zdjęcie obowiązkowe

    Widok z ogrodów. Wrzuciłem kilka podobnych zdjęć różniących się tylko oświetleniem bo nie mogę się zdecydować która mi się najbardziej podoba :)

    Budynek cieszy się dużym powodzeniem wśród Hindusów, wszędzie jest pełno wycieczek

    Wzbudza też dziwne reakcje wśród zwiedzających ;)

    I na koniec, wcale nie jest biały, tak tylko wygląda w ostrym słońcu. Z bliska jest kremowo szary, marmur ciemnieje pod wpływem zanieczyszczeń powietrza. Widok po zachodzie słońca od strony rzeki.

    Będą jeszcze dwie notki z Agry, jedna turystyczna (Czerwony Fort i inne zabytki) i druga o miejscach i rzeczach zdecydowanie w innym klimacie …

  • IV Ogólnopolska Wystawa Motocykli i Skuterów

    Mała zmiana klimatu, bo w końcu ile można o Indiach ;)

    Honda pokazała się od najładniejszej strony

    Jeżeli chodzi o motocykle również :)

    Scigacz.pl wygrywał w kategorii najładniej uśmiechniętych dziewczyn

    Suzuki także dawało radę :)

    Zwiedzających całkiem sporo

    Tych dużych i tych małych

    Były cieszące się dużym powodzeniem wśród amatorów fotografii pokazy bielizny

    Różne dziwne dwu i trzykołowe wynalazki

    Także mniej znane marki pokazały się od najlepszej strony

    A na koniec, nie zabrakło też „Akcesoriów Motocyklowych” ;)

  • 16 lat pałaców w Fatehpur Sikri

    Odcinek 12, Fatehpur Sikri

    Kozy, dużo kóz

    Kozy jak już pisałem zalegały malowniczo przed wejściem do kompleksu pałacowgo Fatehpur Sikri. Miasto zostało założone przez mogolskiego władcę Akbara w 1571 roku, natomiast opuszczone z powodu braku wody 16 lat później w 1586 roku stając się w pełni ukończonym i pięknym miastem-widmem. Cóż, widocznie rzucając do pracy kilkadziesiąt tysięcy ludzi należy przemyśleć dostęp do rzeki :)

    Kompleks jest w pełni odrestaurowany, zawiera kilka pałaców przylegających do siebie, imponujący meczet Jama Masjid, budynki gospodarcze, stajnie i kilka basenów.

    54-metrowa Buland Darwaza – Brama Zwycięstwa

    Dziedziniec meczetu Jama Masjid

    Oraz chroniące się w jego krużgankach dzieciaki na dywanach

    Intensywnie fotografowany grobowiec sufickiego pustelnika Selima Ćisti

    Siosty

    Spacerem po kolejnych pałacach

    Pałac Panch Mahal, zbudowany jak domek z kart

    Więcej pałacyków, baseny i wnętrza. Kompleks jest tak duży, że można się w nim spokojnie pogubić

    Na koniec kawałek zielonych ogrodów

    I opuszczamy Fatehpur Sikri, czas na Agrę :)

    Taj Mahal, od strony rzeki