• Bangkok City life

    Chłopaki w pomarańczu robią sobie fotki. Pałac Królewski.

    House for Rent. Kierunkowy do Tajlandii +66

    Motocykle raźniej myć z kolegą

    Japońska wycieczka usiłuje nadążyć za błękitnym parasolem

    Burza idzie

    Nieudana ucieczka z kadru. Wat Pho.

    Krótka przerwa na mecz tajskiego boksu. Chłopaki żywo uczestniczyli w bijatyce, krzyczeli „aaaaaa”, „oooooo” a na końcu „ups”

    Kierowca autobusu miejskiego oraz przytulona do niego konduktorka

    Pozowanie z Buddą. Wat Pho.

    Widok na miasto z 84 piętra Baiyoke Tower II

    V jak Vendetta

    Drinki z autobusu. Mojito w promocji, 80 THB

    Tajlandia, Bangkok, listopad 2012

  • Damnoen Saduak

    Na pływającym targu

    Już tu kiedyś byłem, podczas mojego pierwszego pobytu w Tajlandii. Damnoen Saduak to miasteczko oddalone o 100 km od Bangkoku, miejsce znane z największego w kraju pływającego targu. To w zasadzie już tylko atrakcja turystyczna, lokalny handel został wyparty przez zorganizowane hordy turystów. Ale targ warto zobaczyć, jest egzotycznie, jest kolorowo, otaczają człowieka wspaniałe zapachy i typowo azjatyckie zamieszanie.

    Notkę z 2010 roku można zobaczyć tutaj: https://qbk.pl/blog/plywajacy-targ-dumnoen-saduak

    Tajlandia, Damnoen Saduak, listopad 2012

  • Kulinarny spacer po ulicach Bangkoku

    W Bangkoku można wybrać się na zakupy …

    Zrobić sobie fotkę na tle zabytku …

    Kupić kwiatka albo dwa …

    Ale przede wszystkim, ulice Bangkoku to królestwo jedzenia. Knajpy są wszędzie, od wykwintnych i bardzo drogich restauracji, często usytuowanych w najdroższych punktach miasta, przez uliczne bary, kończąc na wszędobylskich wózkach z ulicznym jedzeniem. Każdy wolny kawałek przestrzeni może być restauracją, wystarczy kilka wolnych metrów kwadratowych ulicy albo chodnika, stawiamy wózek i można karmić ludzi.

    Dostępne jest wszystko, mięso, ryby, dania wegetariańskie, wypieki, ryby, owoce, ciastka, wyciskane na miejscu soki. Co tylko możemy sobie wyobrazić i trochę takich które nie mieszczą nam się w głowie. Ulice pachną jedzeniem, żal nie spróbować …

    Mięsne szaszłyki w rozmiarze XXL

    Smażone w głębokim tłuszczu pikantne ciastka warzywne. Bardzo smaczne.

    Suszone owoce morza

    Wózek z ananasami

    Fabryka soków

    Bar z widokiem na ruderę

    Szaszłyki z ananasem i papryczką. Szaszłyk kosztuje 10THB (ok 1 zł), smakuje doskonale, tylko trzeba uważać na papryczkę. Pierwszą zjadłem całą, była tak ostra, że przez następne kilka minut nie mogłem złapać oddechu.

    Na deser smażone robaki. Robaki smakują jak chipsy, są całkiem niezłe, trzeba się tylko przełamać. Z sosem sojowym prawie jak przysmak …

    Bangkok, listopad 2012

  • Głosowanie na Blog Roku 2012

    W konkursie na Blog Roku 2012 nie przeszedłem do następnego etapu, blog zajął 15 miejsce w swojej kategorii (do następnego etapu przechodzi pierwsza dziesiątka).

    Ale to 15 miejsce na 198 startujących, całkiem nieźle :)

    Bardzo wszystkim dziękuję za głosy!

  • Cuda z liści bananowca

    Ubrana na pomarańczowo Malie tworzy dekoracyjne cuda z liści bananowca. Malie jest dumna ze swoich umiejętności, cieszy się także, że ma tak dobrą pracę. Bardzo lubi swoje romantyczne imię, Malie, tłumacząc na polski to Jaśmin.

    Dotrzeć na targ kwiatowy Yodpiman nie jest trudno, obok jest zajezdnia autobusowa oraz stacja promów pomarańczowej linii, Memorial Bridge Pier. Kilka kroków i jesteśmy na targu, zapach kwiatów prowadzi nas jak po sznurku. Najlepiej być tam o świcie, nawet przed, ruch w interesie kwiatowym zaczyna się bardzo wcześnie. W Bangkoku, mieście gdzie średnia temperatura w roku przekracza 30 stopni Celsjusza, świeże kwiaty żyją krótko, transport i dystrybucja musi być szybka. My dotarliśmy około 11, targ, który co prawda funkcjonuje całą dobę, o tej godzinie zamiera. Czeka na wieczorne złagodzenie upału.

    Pani Mew, specjalistka od wiązanek z fioletowych orchidei

    Targ ma też sekcję z owocami, Saranya przyłapana na segregowaniu bananów

    Zagłębie opakowanych róż

    Żółta alejka spacerowa

    Ładowacz z numerem 6 wraca po kolejną porcję kwiatów. Przeładunek jest ciężką pracą, kwiaty są lekkie ale wszystko odbywa się w 35 stopniowym upale i wilgotności sięgającej 90 procent.

    Na obrzeżach Yodpiman swoje stoiska rozkładają detaliści. Choć kwiaty żyją krótko, cieszą się wielką popularnością.

    Latające arbuzy

    Bangkok, Yodpiman Market, listopad 2012

  • Kolacja w chińskiej dzielnicy

    Gotowanie w Chinatown

    Być w Bangkoku i nie zjeść kolacji w chińskiej dzielnicy to jak pojechać do Zakopanego i nie zjeść oscypka. Nie da się. Jeżeli macie jeszcze jakieś wątpliwości to uważam, że tam się gotuje, piecze, smaży i podaje najlepsze jedzenie na świecie.

    Najpierw trzeba tam dotrzeć – jedziemy Tuk-tukiem przez miasto. Tuk-tuk to świetny wynalazek, wygodne trójkołówki ze sporymi silnikami zgrabnie przeciskają się przez wiecznie zakorkowane miasto.

    Wysiadamy na Thanon Yao Warat, głównej ulicy chińskiego zamieszania

    Mijamy sławne i znane restauracje o niewymawialnych nazwach

    Kolorowe sklepy z czymś bliżej nieokreślonym

    Skręcamy w którąś z kolei boczną uliczkę, wybór prawie dowolny i idziemy tak długo, aż napotkamy miejsce które nas zachwyci zapachem jedzenia. Zazwyczaj wystarczy kilka metrów …

    Zamawiamy, zaczyna się gotowanie. Wszystko świeże i najwyższej jakości, warzywa krojone na naszych oczach, ryby leżące w lodzie ale na ladzie tylko kilka sztuk. Jeżeli się kończą, pomocnik kuchenny biegnie na pobliski targ po następne – jeszcze żywe.

    Czekając na zamówienie rozglądamy się dookoła, obok dwie dziewczyny macające swoje telefony, w Bangkoku każdy ma smartfona. Po bruku łażą karaluchy, duże, wielkości kciuka. Warunki higieniczne wyglądają na takie, że inspekcja Sanepidu padłaby natychmiast na zawał ale stół z jedzeniem, naczynia, sztućce i deski do krojenia są bardzo czyste.

    Ryba smażona w czosnku, najlepsza ryba jaką jadłem w życiu.

    W ramach deseru można zjeść duriana. Durian to najbardziej śmierdzący owoc na świecie, na tyle, że nie można go wnosić do większości hoteli. Za to bardzo smaczny.

    Po kolacji obowiązkowo wstępujemy na drinka, oczywiście w wiaderku, w tajskim stylu.

    Więcej o jedzeniu w Bangkoku możecie przeczytać na blogu Oli i Grześka, towarzyszy ostatniej podróży. Bardzo zapraszam: http://zinnejbeczki.wordpress.com

    Bangkok, Chinatown, listopad 2012

  • Kulig

    Kulig to jest fajna rzecz!

    Jestem fanem strefy tropikalnej, uwielbiam gorąco, ale mimo spędzenia prawie całego dnia na dziesięciostopniowym mrozie bawiłem się świetnie! To świetna zabawa! Impreza była zorganizowana w Stajni Bajka w Radzyminie, piękne konie, dobre jedzenie, bardzo mili właściciele – polecam: http://www.stajniabajka.com.pl.

    Wyścig na poważnie i drugi trochę mniej

    Właściciel, Pan Robert Rozwód kulbaczy konie. Pan Robert jest kaskaderem, specjalistą od koni.

    Zbrojne akcesoria filmowe. Puchary na stole to nagrody wychowanków stajni.

    Konie w różnych ujęciach

    W drogę!

    Pejzaż mazowiecki

    Teren Mazowsza jest bardziej urozmaicony niż się spodziewałem, były górki, wąskie przejazdy przez las i skoki przez rowy. Jazda sprawa mnóstwo radości.

    Była moc!

    Radzymin, Stajnia Bajka, 20 stycznia 2013

  • Ghana, kilka fotek na rozgrzanie

    Accra City Beach, Ghana

    Porządkuję zdjęcia, porządkuję blogi, przenoszę relacje z podróży, ze starego do nowego. Na początek przeniosłem relację z Ghany, z listopada 2010 roku. Całość jest do zobaczenia pod linkiem:

    https://qbk.pl/blog/tag/ghana/?orderby=date&order=ASC

    Dodatkowo, przenosząc zdjęcia znalazłem kilka innych, ciekawych i dotąd nieopublikowanych. Zapraszam.

    Dzieci z wioski Atimpoku

    Wschód słońca nad brzegiem Atlantyku

    Zapora na jeziorze Volta

    Maranatha Beach Camp

    Łodzie rybackie z Cape Coast

    Zachód słońca, Cape Coast

    Ghana, listopad 2010