• Back to Thailand :)

    Powrót do Tajlandii :)
    Nigdy nie dokończyłem relacji z tego niesamowitego kraju a jeszcze kilka fotek mam w szufladzie.
    Więc wracam, prawie dokładnie po roku od ostatniej notki.

    Pani w bikini. Na dobry początek ;)

    Wyspy Ko Tap i Ko Mor to w zasadzie 3 wysepki połączone zalewaną przypływem groblą. Chodzenie po wodzie to niesamowita rzecz :)

    Łódka, lokalna, jakich wiele. Wrażenia z pływania – bezcene.

    Grobla na początku wysokiej wody. Chodzi się dosyc trudno bo woda się przelewa i próbuje ściągnąć spacerowiczów na morze.

    To samo miejsce kilka minut wcześniej, grobla jeszcze sucha.

    Lokalna knajpa. Właścicielka poleca lody z kokosa.

    Krótka narada na srodku oceanu. Po japońsku.

    A na koniec notki dwie foty z zachodu słońca :)
    Chyba tęsknię za Wielką Wodą już …

    Thailand, Ko Tap, Ko Mor
    cdn

  • Dzień otwarty na Stadionie Narodowym

    Po dłuższej absencji przedstawiam Narodowy. The Stadion!

    Rozkładany dach naprawdę robi wrażenie …

    … na zachwyconej publiczności

    Widok z zewnątrz. Elewacja koszykowa ale w sumie całość sprawia niezłe wrażenie

    I wewnątrz. Spore to!

    I całkiem fotogeniczne

    Puszysty kawałek dachu

    Pan Roman robi pamiątkę dla potomności

    Kolejne etapy otwierania dachu. Cała operacja trwa ok 20 minut, w tle muzyka z Gladiatora.

    Trochę historii, rzeźba ze starego Stadionu Dziesięciolecia

    Trochę przyszłości, krzesła gotowe na Euro2012

    Stadion Narodowy, dzień otwarty. Warszawa

  • Po dłuższej absencji lodowiec Hintertux

    Wiosna w pełni, za oknem upały więc może wrzucę po dłuższej nieobecności coś z szuflady. Całkiem nowej, fotki zrobione niecały miesiąc temu.

    Po górach nigdy mnie nie nosiło ale Alpy są naprawdę imponujące.

    Taka gwiazdka ze słońca jest na każdek pocztówce do dostania w okolicy. Tutaj gratis.

    Uroki jazdy na lodowcu późną wiosną, na górze śnieg, na dole wiosna pełną gębą.

    Widok z naszej kwatery, prawie o świcie

    Pani się maskuje i tęsknie wypatruje.

    Austria, lodowiec Hintertux

  • Ghana, kilka fotek na koniec fotostory

    To jest już koniec mojej Ghany, stanowczo za krótko tam byłem. 11 dni to tyle co nic, zwłaszcza żeby zobaczyć kraj tak pełen kontrastów.

    Tymczasem, Pan niesie na głowie pralkę

    Trochę lasu tropikalnego …

    … i budowana przezeń droga. Kolor gleby jest bardzo charakterystyczny (pewnie dla sporej części Afryki.

    Zarośnięty i zapuszczony cmentarz

    Te małe, wąskie łódeczki wypływają codziennie w nocy a wracają późnym popołudniem, korzystając z pływów oraz zmieniającego się w ciągu dnia kierunku wiatru.

    Rybacy wracający z morza ….

    …. i witające je żony i dziewczyny :)

    Próba KORYE Dance Theatre. Całkiem fajni byli, jakby ktoś ich chciał zaprosić do Polski to mam wizytówkę Dyrektora Artystycznego.

    Domek w Oasis Beach Resort od zewnątrz …

    … i wewnątrz. Bardzo fajne miejsce. Zwracam uwagę na moskitierę, rzecz w tropikach niezbędną.

    Na koniec palma kokosowa. Jak dla mnie kokosy są zdecydowanie przereklamowane ale palmy wyglądają ładnie.

    W ten sposób dotarłem do końca Ghańskiego fotostory.

    Co dalej? Mam kupę pomysłów na dalsze eskapady. O ile czas i finanse pozwolą. Nie zdradzając za dużo przyznam, że zaczynam uczyć się hiszpańskiego :D

    Poza tym, właśnie zaczął się rok Kota :)

  • Cape Coast, rzecz o ceremoniale rannego połowu

    Kilka fotek z ceremoniału rannego połowu w wiosce rybackiej.

    Całość robiła niesamowite wrażenie, wszystko było zorganizowane, bez zbędnych czynności (to ważne w temperaturze 35 stopni), kompletne i przemyślane. Przykuwało uwagę.

    Nadbrzeżne sieci wyciąga pół miasteczka, pomagając sobie przy pracy melodyjnymi szantami

    Koniec sieci, rybki były bardzo małe

    Dzieciaki pilnujące sieci czekające na kobiety. Kobiety zajmują się podziałem i dystrybucją

    Pół godziny później przybyły kobiety rozdzielające ryby

    Rozładunek. Każda kobieta ma swoją podpisaną miskę. Nikt się nie kłóci (za bardzo …)

    Wracamy z rybami do domu

    Czekając na podział zawsze można sprzedać kilka pomarańczy

    PS. To już przedostatnia notka z Ghany … Stanowczo za krótko tam byłem.

  • Wioska rybacka i slumsy Cape Coast

    Nieobrabiane, nieposortowane, bez komentarza.

    Cape Coast, Ghana

  • Smacznej choinki i w ogóle ;)

    W ramach życzeń świątecznych …

    Syrenka na niebiesko

    Przed odnowionym centralnym pojawiło się COŚ

    PKiN przemalowany na choinkę

    Całkiem nowe i w końcu ładne Emilii Plater

    Więcej Pałacu

    Zasłony?

    Plac Trzech Krzyży z fontanną

    Krakowskie Przedmieście

    PAN w świetle, Kopernik w cieniu

    Pomnik Małego Powstańca

    W tym roku choinka na placu zamkowym ma całkiem zaawansowany sterownik oświetlenia

    Nastroje na pierwszym planie raczej nie świąteczne

    Niezawodny Nowy Świat

    Spacerem w stronę Nowego Miasta
    Warszawa, 23.12.2010

  • Canopy Walks

    Kakum National Park

    Miało być o rybakach i slumsach, będzie o parku narodowym w okolicy Cape Coast. Przewodniczka lojalnie uprzedza (oczywiście po uiszczeniu opłaty), że zwierz w parku co prawda jest, ale mało kto go kiedykolwiek widział. My mamy się nie spodziewać. Nie spodziewaliśmy się :)

    Park słynie z Canopy Walks (nie wiem jak to przetłumaczyć) – mosty linowe? Droga impreza, 30 cedis, ale warto. Zbudowali je Kanadyjczycy, w sumie jest 7 mostków (+ jeden ewakuacyjny), każdy ok. 100 m długości, zawieszone 40 m nad dżunglą. Super wrażenie, mostki się bujają, uginają i w ogóle fajnie jest. Przewodniczka zapytana czy ktoś spadł, nieco się zjeżyła ale szybko odpowiedziała, że nie. Trochę za szybko ;)

    Jako modelka na mostku wystąpiła Ania

    Nieco zjeżona przewodniczka

    Mosty

    Dookoła dżunga

    Pan naprawia liny, naprawdę o nie dbają

    Więcej linek

    Na koniec, choć zwierza nie było, może poza motylami i mrówkami, co jak na Ghanę już było sporo ale były bambusy. A bambusy zawsze i wszędzie są fajne.

    Obiecuję, w następnej notce będzie co miało być, dzisiaj byłem kilkanaście godzin w pracy i nie miałem siły na większą notkę.

  • Cape Coast, rzecz o mieście, zamku i niewolnictwie

    Cape Coast, rybackie miasto 120 km na zachód od Akry. Stolica regionu i główne miasto uniwersyteckie Ghany. Studentów co prawda na ulicach nie widać, ale miasto tęskni życiem. Słynny jest zamek, zbudowany przez Duńczyków, później zajmowany przez Anglików przez kilkaset lat. Służący jako centrum logistyczne dla łapania i transportu niewolników.

    Korzystając z kawałka cienia wrzucamy opis na fejsa

    Panorama miasta. Z daleka przypomina trochę Havanę.

    z bliska mniej …

    Plaża i końcówka systemu kanalizacyjnego. Podejrzewam, że pojęcie ekologii w lokalnym jezyku nie istnieje, wszystko idzie do oceanu. Ocean sporo przyjmnie, duży jest …

    Na tej samej plaży, codziennie rano, pół miasta łowi ryby.

    Wspomniany zamek, o zachodzie słońca i w środku dnia. Nie zrobiłem zdjęcia całości, niedopatrzenie, muszę wrócić :)

    Zamek był typowo obronny, nie przed tubylcami, nimi nikt się nie przejmował – przed innymi mocarstwami kolonialnymi.

    Plakat z muzeum zamkowym

    Pomieszczenia w których więziono niewolników. Warunki tragiczne, ciemno, ciasno, przytłaczająco. Poza muzeum niewiele widziałem śladów tych kilkuset niechlubnych lat z dziejów świata, kiedy istniało afrykańskie niewolnictwo. Żadnych pomników czy tablic.

    Kartacz, co prawda, jak sprawdziłem, niedziałający ale amunicji ma sporo.

    Widok z zamku na zachód, pośród palm Oasis Beach Resort, oaza backpackerska, gdzie mieszkaliśmy

    Widok na wschód, miasteczko rybackie.

    Widok na południe, najbardziej malowniczy.

    W ramach nierównej walki ze śniegiem i mrozami za oknem – taki widoczek

    PS. ostatnia fotka ma numer 1111, trochę się tego uzbierało :)