Zajawka…
Jaipur, Indie, listopad 2013
Zakład metalurgiczny.
Są pewne miejsca w Indiach które trzeba zobaczyć. Są inne które tylko warto. Niektóre poznajesz z przewodnika, niektóre z sieci. Dużo znałem z poprzedniej wyprawy, kilka poznałem teraz. Kilka, niestety, mnie ominęło.
Jak pokazać coś ponownie? Tak samo, a może inaczej? Przecież, całkiem niedawno, pisałem o Taj Mahal notkę, podczas pierwszego pobytu w Indiach. Można spróbować powtórzyć tamte kadry, można poszukać innych. Nie jest to proste, wszyscy fotografują mauzoleum tak samo, z jednego, najlepszego miejsca.
Stacja kolejowa New Delhi
To nie był mój pierwszy raz w Indiach, byłem tutaj niecałe dwa lata temu. Wracając wtedy do domu, tuż przed wejściem do samolotu obiecałem sobie, że nigdy więcej. Byłem wyczerpany Indiami, brudem, hałasem, wszechobecnym tłumem. Kilka miesięcy później myślałem już inaczej, żałowałem, że nie zobaczyłem więcej, nie zrobiłem zdjęć jakie chciałem zrobić. Wróciłem szybciej niż się spodziewałem.
Wąskie uliczki Varanasi. Można na nich spotkać tłumy ludzi, święte krowy, kozy i pędzące skutery. Poruszanie się jest problematyczne.
Nietypowo, w czerni i bieli, gdyż Indie jako bardzo kolorowy kraj zazwyczaj pokazuje się w kolorze. Kilka zajawkowych zdjęć z tego fascynującego, ale i trudnego kraju. Zapraszam.
„BALI is my life” – taki napis zauważyłem na wyprzedzanej ciężarówce, w drodze na lotnisko. Czy tak jest? Nie wiem. Na pewno jednak Indonezja wskoczyła na krótką listę krajów do których chciałbym kiedyś wrócić. Lista jest krótka, tylko dwa kraje, drugim są Indie. Ale to już zupełnie inna opowieść.