Ranek w Roseau

Dominika, rankiem

Ruins Rock Cafe w Roseau

Rankiem na Dominikę przypływają Cruisery. Wielkie wycieczkowce, pełne tysięcy turystów rozlokowanych w małych kajutach, bardzo popularny sposób zwiedzania Karaibów. Te monstra są ciekawe same w sobie, kiedyś widziałem jak robi taki zrzut szarańczy na plażę. Stanął na kotwicy kilkaset metrów od pustej, dziewiczej plaży, opuścił na wodę kilka wielkich szalup ratunkowych i w ciągu godziny zrobił z plaży ludzkie mrowisko. Niebywałe :)

Tego dnia na do Roseau przypłynął statek z gejami. Słynny, filmowy Gay Ship :) Byliśmy w mieście jeszcze zanim zaczął wypuszczać ludzi ale stolica już była gotowa, czekała na koniec odprawy celnej. Stoiska z pamiątkami rozłożone, goście od taksówek zwarci i gotowi, z opisami wycieczek i zdjęciami w ręce. Knajpy już otwarte a ceny podniesione o co najmniej 100% (butelka wody 3USD!!!).

Miasto nie jest duże, na wyspie mieszka ok 70 tys ludzi, z czego w stolicy 16 więc jak taki statek wypuści 3000 osób to impreza jest na całego :) Te wycieczkowce to jeden z istotnych punktów w przychodzie narodowym wysp, wiadomo, turysta to dojna krowa więc wydoić go trzeba a nawet zazwyczaj on sam, szczęśliwy, na wakacjach wydoić się da. Z dolarów ;)

Gejów spotykaliśmy później na całej wyspie, bardzo wesołe towarzystwo :)

Taki widok zastaliśmy kiedy obudziliśmy się rankiem na kotwicy obok wyspy

Zacumowany Gay Ship

Sprzedawca grzechotek z kokosa organizuje swoje miejsce pracy

Wycieczkowy autobus z niecierpliwością czekał na pasażerów

Kolory parasolki odpowiadają dzisiejszemu najazdowi

Laski rozdające ulotki kasyna. Żałuję, że bylismy tam tak krótko … ;)

Kilka metrów dalej w miasto, jest tak …

… i tak :)

Długo nie zabawiliśmy w Roseau, krótka odprawa, pół godziny na mieście i pojechaliśmy na objazdową wycieczkę po lasach tropikalnych. O wycieczce napiszę w następnej notce, teraz tylko dwie fotki z drogi.

Jechaliśmy wśród takiej przyrody …

… z długą przerwą na odtarasowanie drogi. Chłopaki wywozili jakieś elementy silników, ciągnąc TIR’a koparką. Totalnie zablokowali ruch na odcinku może 300 metrów, wyplątanie się z korka potrwało jakąś godzinę. Bo i po co się spieszyć, w końcu upał jest … :)

Facebooktwittergoogle_plusmail

Południe pod wodospadami

Dominika, południe, notka wybitnie na zielono

Co można robić na Dominice w ciagu dnia? Oglądać i fotografować przyrodę, tą nieożywioną i tą ożywioną :)

Wyspa jest mało zagospodarowana, górzysta, większość terenu pokrywa tropikalny las deszczowy. Taki las jest niesamowity, wilgotny, pachnący liśćmi i wilgotną ściółką, gęsty i intensywnie zielony. Często składajacy się z roślin które u nas, w doniczkach mają po kilkanaście centymetrów, tam są wielkości drzew. Pojechaliśmy go oglądać.

Drewniana rura ciągnąca się przez dżunglę. Prawdopodobnie dostarcza wodę do miasta na wybrzeżu.

Pięciometrowe paprocie

Strumyk górski. Lokalni twierdzą, że na wyspie jest 365 rzek.

Red Ginger Lily Flower, wszędzie dookoła się panoszący

Chyba je nakryłem na czynności inymnej ;)

Zachycały mnie kolory, intensywne, głębokie, liście błyszały od wody na powierzchni

Pojechaliśmy dalej, celem były wodospady Tarfalgar Falls. To najbardziej znane miejsce na wyspie, dwa, około 60-metrowe wodospady zwane Mamą i Tatą.

Po drodze mała reklama Coco Tea, wg tablicy lepsza niż Viagra

Halo dookoła słońca. Ciekawe bo spotykane raczej w okolicy podbiegunowej a nie prawie na równiku

Wodospady Mother i Father w pełnej krasie. Mother to ten grubszy :)

Dwa zbliżenia na wodopady. Imponujące są, zrobiły na nas duże wrażenie. Do Mother można podejść bliżej, przechodząc po wielkich kamieniach.

Droga przez rzekę i las tropikalny

Wodospad z bliska, im bliżej tym więcej się trzeba było wspinać

Dominika jest także znana z gorących źródeł. Ciekawe choć zapach siarkowodoru nieco odstrasza

Wracamy drogą w otoczeniu takich kwiatów, wie ktoś może jak się nazywają?

Na koniec wycieczki obejrzeliśmy ogród botaniczny. Malutki, niewiele ciekawego w nim było, za to uporządkowany i czysty.

Lokalne dzieciaki na pikniku

Ucywilizowana tropikalna przyroda

Drzewo z lianami

Na koniec autobus przywalony przez drzewo. To pozostałość cyklonu z 1997 roku który przeszedł przez wyspę siejąc straszne zniszczenia

Facebooktwittergoogle_plusmail

This is Kubuli Country

Dominika, wieczorem

Ruch w zatoce wzmaga się wieczorem

Szukając miejsca na wieczorny posiłek trafiliśmy do absolutnie cudownej knajpki dla lokalnych. Była gdzieś na uboczu, ceny lokalne, nieturystyczne, klimat był. Zamówiliśmy rybę w czosnku z lokalnymi warzywami, fasolę, pieczonym bananem, yamem i sałatą. Odpowiadając na pytanie jak smakuje yam to yam smakuje nijak. To rozpowszechnione w tropikach warzywo o nieco mącznym smaku i kolorze. W Ghanie jadłem je w postaci sfermentowanej i przyprawionej na ostro – straszne paskudztwo, ten na Dominice nawet był jadalny ale rewelacji nie ma, nic specjalnego. Reszta posiłku bardzo dobra :)

This is Kubuli Country

Tak się jada na Dominice

Ojciec właścicielki leniwie zaprasza gości do środka

Restauracja z zasadami

Powłóczyliśmy się jeszcze trochę po okolicy, w ostatniej chwili przed transportem pontonem na łódkę znajdując bar z Rum Punch’em. Rum Punch to najsłynniejszy drink na Karaibach. Tani, bo rum jest tani (8usd za butelkę, woda potrafi kosztować jak już pisałem 3usd). Smakuje rewelacyjnie, na każdej wyspie inaczej, barman zawsze robi go po swojemu. Wiele razy próbowalismy uzyskać ten sam smak w Polsce, nie da rady – różnica tkwi w smaku i składzie soków owocowych. Przepisy znalezione w sieci też są różne, w najpopularniejszych drink składa się z soku pomarańczowego, ananasowego (niesłodzonego), wody gazowanej, soku z limonki i rumu (biały lub złoty). Czasem występuje też mleczko kokosowe, napój Ginger Ale (nie widziałem go nigdy w Polsce) oraz jako dodatek startej gałki muszkatułowej. A rum jak to rum, pasuje do lokalnych klimatów :)

Jeszcze kilka migawek z Dominiki:

W tropikach buduje się licho acz malowniczo. Każdy huragan może zburzyć domy więc nie ma co się starać, odbudowa też jest szybka. Wystarczy trochę dykty i blacha falista.

Bananowiec. Lubię bananowce, kojarzą mi się z równikiem

Tak jest na pocztówkach …

… a tak w rzeczywistości. To samo miesce, tylko ogniskowa obiektywu inna :)

Warsztat mechaniczny

Żółty outsider

Ocean Ride

Kotwicowisko obok Roseau

Kolejny nieprawdopodobny zachód słońca. Na morzu zachody są jakieś takie lepsze… Ale nawet takie, nie wytrzymują konkurencji ze wschodami. Moment w którym ciemny i nieco straszny ocean jest rozświetlany pierwszymi promieniami słońca jest bezapelacyjnie magiczny. Moment w którym morze zawładnęło moim sercem to był właśnie pierwszy wschód na falach, dawno temu, jeszcze na Bałtyku.

W międzyczasie, na pierwszym zdjęciu odpływający Gay Ship :)

Na koniec notki, opuszczamy piękną, zieloną Dominikę. Kurs na Iles des Saintes, grupę małych francuskich wysepek obok Gwadelupy.

Facebooktwittergoogle_plusmail