Dzień otwarty na Stadionie Narodowym

Po dłuższej absencji przedstawiam Narodowy. The Stadion!

Rozkładany dach naprawdę robi wrażenie …

… na zachwyconej publiczności

Widok z zewnątrz. Elewacja koszykowa ale w sumie całość sprawia niezłe wrażenie

I wewnątrz. Spore to!

I całkiem fotogeniczne

Puszysty kawałek dachu

Pan Roman robi pamiątkę dla potomności

Kolejne etapy otwierania dachu. Cała operacja trwa ok 20 minut, w tle muzyka z Gladiatora.

Trochę historii, rzeźba ze starego Stadionu Dziesięciolecia

Trochę przyszłości, krzesła gotowe na Euro2012

Stadion Narodowy, dzień otwarty. Warszawa

Facebooktwittergoogle_plusmail

Back to Thailand :)

Powrót do Tajlandii :)
Nigdy nie dokończyłem relacji z tego niesamowitego kraju a jeszcze kilka fotek mam w szufladzie.
Więc wracam, prawie dokładnie po roku od ostatniej notki.

Pani w bikini. Na dobry początek ;)

Wyspy Ko Tap i Ko Mor to w zasadzie 3 wysepki połączone zalewaną przypływem groblą. Chodzenie po wodzie to niesamowita rzecz :)

Łódka, lokalna, jakich wiele. Wrażenia z pływania – bezcene.

Grobla na początku wysokiej wody. Chodzi się dosyc trudno bo woda się przelewa i próbuje ściągnąć spacerowiczów na morze.

To samo miejsce kilka minut wcześniej, grobla jeszcze sucha.

Lokalna knajpa. Właścicielka poleca lody z kokosa.

Krótka narada na srodku oceanu. Po japońsku.

A na koniec notki dwie foty z zachodu słońca :)
Chyba tęsknię za Wielką Wodą już …

Thailand, Ko Tap, Ko Mor
cdn

Facebooktwittergoogle_plusmail

Wielka burza i drinki w wiaderkach

Wracaliśmy już na północ, po drodze planując przenocować na imprezowej wyspie Ko Phi Phi o której pisałem już tutaj. Dużo fotek z tego dnia nie mam, więc chyba się muszę wytłumaczyć :) Mianowicie…

najpierw było tak …

… a później tak. A później nikt nie miał głowy bo trzeba było ratować łódkę i prawie o życie walczyć. No może trochę przesadzam ale dogoniła nas niesamowita burza tropikalna. Najpierw otoczyły nas niesamowite kolory, później gwałtowne uderzenie wiatru, fal i piany. Prędkość wiatru osiągnęła może maksymalnie 50-55 węzłów (9 w skali Beauforta) ale jak na powszechną flautę w okolicy to było coś obłędnego. Cały czas byłem przy sterze :)

Burza, jak na tropikalną przystało trwała może 15 minut za to bardzo nas przyśpieszyła. Stanęliśmy na kotwicy w porcie…

kulturalnie obejrzeliśmy lokalny program artystyczny…

… i po rozpatrzeniu innych opcji rozrywkowych …

… zdecydowaliśmy się na jedną czyli drinki w wiaderkach :)

Wspaniały lokalny wynalazek. Mianowicie kupuje się komplet czyli wiaderko, sporą małpkę alkoholu, i innych płynnych dodatków. Sprzedawca miesza całość, wkłada grubą słomkę i z drinkiem o objetości powiedzmy 1 litra można się udać na imprezę. Jednemu wiaderku jeszcze jakoś daje się rade, po dwóch polegali najtwardsi ;)

A na koniec Beach Party :D
Thailand, Ko Phi Phi
cdn

Facebooktwittergoogle_plusmail

Trochę więcej niż 28 akrów raju :)

Ko Khai Nai
Malutka wyspa, znaleźliśmy ją przypadkiem po drodze. Skusiły nas te parasole.
Niech zdjęcia mówią za siebie… :)

Ale żeby nie było, że raj całkowity to tylko napiszę, że temperatura powietrza wynosiła ok 37oC, wilgotność podchodziła pod 95% a słońce świeciło tak, że zdjęcie okularów przeciwsłonecznych na kilka sekund (tylko po to, żeby zrobić zdjęcia) mało mnie przez odbicia od wody i piasku nie oślepiło. Każdy raj ma swoje minusy, choć ten akurat znikome i pomijalne ;)

Wyspa z góry wygląda tak, jakby ktoś chciał odnaleźć :)

Thailand, Ko Khai Nai
cdn

Facebooktwittergoogle_plusmail

Jak się po Phuket podróżuje

To już koniec części żeglarskiej fotostory, trzeba było oddać łódkę. Pozostaliśmy jednak jeszcze kilka dni w Tajlandii, głównie w celach imprezowych ;)
Na początek Miasto Mueang Phuket, stolica dużej wyspy o tej samej nazwie. Mało ciekawe miejsce, wybrzeża są typowo turystyczne, środek wyspy jest handlowo-przemysłowy. Kilka fotek jednak zamieszczam :)

Na początek jak się po Phuket podróżuje ;)

Dwie fotki jeszcze z mariny

I kolejne trzy z wielkiego targowiska w centrum. Jakość produktów gorsza niż w dobrych czasach na Stadionie Dziesięciolecia za to kolory bardziej jaskrawe :)

Wesołe miasteczko dla dzieci zawsze w cenie

Pani od Kubeczków

+32 stopnie, godzina 23:03 czasu lokalnego :)

Bar Restauracyjny typu FastFood w powrotnej drodze do domu

Może i krzaczki ale słowo Pepsi jest całkiem czytelne

Oświecona Rodzina Królewska
Thailand, Phuket
cdn

Facebooktwittergoogle_plusmail

Jedna doba w Pa Tong

To już prawie koniec zaległej relacji z Tajlandii, sam koniec podróży. Spędziliśmy go w Pa Tong, zdecydowanie imprezowo nastawionym mieście na wybrzeżu Phuket. Miasto nigdy nie zasypia, zabawa trwa całą dobę. W ciągu dnia plaża, sporty wodne i zakupy, w nocy knajpy, masaże i inne atrakcje. Na początek jedna z nich, w opowieści o jednej dobie w Pa Tong …

Godzina 00. Bar ze striptizem. Pełno ich dookoła, dziewczyny tańczą na rurach praktycznie na ulicy, każdy z nich ma też część za kotarą gdzie można zobaczyć więcej i oczywiście ukryte pakamery pełniące role łatwe do przewidzenia. Mimo pozorów dobrej zabawy smutne to wszystko było. BTW, w najlepszym barze ze striptizem w Pa Tong tańczą rosjanki :)

Godzina 02. Chodzimy od knajpy do knajpy przez roświetlone miasto. Trzeba uważać na łapiące za tyłki Tajki ;)

Godzina 06. Wracamy do hotelu. Znak jakże życiowy ;)

Godzina 06:30. A może zamiast objęć Morfeusza mały masaż na dobry początek dnia?

Godzina 07:00. Zmęczona Pani masażystka idzie spać, my też.

Godzina 12:00. Śniadanie z grilla na plaży?

Godzina 16:00. Obiad po europejsku, w MacDonaldzie. Tylko klaun jakiś dziwny :)

Godzina 17:00. No i z powrotem na plażę, najlepiej stylowo, tuningowanym skuterem :)

Godzina 17:30. Na plaży zaczyna się pora deszczowa…

Godzina 17:45. I jak zaczyna padać to już na całego. Ciekawe, że deszcz nie chłodzi powietrza tylko wilgotność zmienia się z 90% na 100 … :)

Godzina 22:00. Sea food na kolację :) Na zdjęciu homar, pyszny!

Godzina 00… :)
cdn, choć już to prawie koniec …

Facebooktwittergoogle_plusmail