Cape Coast, rzecz o ceremoniale rannego połowu

Kilka fotek z ceremoniału rannego połowu w wiosce rybackiej.

Całość robiła niesamowite wrażenie, wszystko było zorganizowane, bez zbędnych czynności (to ważne w temperaturze 35 stopni), kompletne i przemyślane. Przykuwało uwagę.

Nadbrzeżne sieci wyciąga pół miasteczka, pomagając sobie przy pracy melodyjnymi szantami

Koniec sieci, rybki były bardzo małe

Dzieciaki pilnujące sieci czekające na kobiety. Kobiety zajmują się podziałem i dystrybucją

Pół godziny później przybyły kobiety rozdzielające ryby

Rozładunek. Każda kobieta ma swoją podpisaną miskę. Nikt się nie kłóci (za bardzo …)

Wracamy z rybami do domu

Czekając na podział zawsze można sprzedać kilka pomarańczy

PS. To już przedostatnia notka z Ghany … Stanowczo za krótko tam byłem.

Facebooktwittergoogle_plusmail

Ghana, kilka fotek na koniec fotostory

To jest już koniec mojej Ghany, stanowczo za krótko tam byłem. 11 dni to tyle co nic, zwłaszcza żeby zobaczyć kraj tak pełen kontrastów.

Tymczasem, Pan niesie na głowie pralkę

Trochę lasu tropikalnego …

… i budowana przezeń droga. Kolor gleby jest bardzo charakterystyczny (pewnie dla sporej części Afryki.

Zarośnięty i zapuszczony cmentarz

Te małe, wąskie łódeczki wypływają codziennie w nocy a wracają późnym popołudniem, korzystając z pływów oraz zmieniającego się w ciągu dnia kierunku wiatru.

Rybacy wracający z morza ….

…. i witające je żony i dziewczyny :)

Próba KORYE Dance Theatre. Całkiem fajni byli, jakby ktoś ich chciał zaprosić do Polski to mam wizytówkę Dyrektora Artystycznego.

Domek w Oasis Beach Resort od zewnątrz …

… i wewnątrz. Bardzo fajne miejsce. Zwracam uwagę na moskitierę, rzecz w tropikach niezbędną.

Na koniec palma kokosowa. Jak dla mnie kokosy są zdecydowanie przereklamowane ale palmy wyglądają ładnie.

W ten sposób dotarłem do końca Ghańskiego fotostory.

Co dalej? Mam kupę pomysłów na dalsze eskapady. O ile czas i finanse pozwolą. Nie zdradzając za dużo przyznam, że zaczynam uczyć się hiszpańskiego :D

Poza tym, właśnie zaczął się rok Kota :)

Facebooktwittergoogle_plusmail

Po dłuższej absencji lodowiec Hintertux

Wiosna w pełni, za oknem upały więc może wrzucę po dłuższej nieobecności coś z szuflady. Całkiem nowej, fotki zrobione niecały miesiąc temu.

Po górach nigdy mnie nie nosiło ale Alpy są naprawdę imponujące.

Taka gwiazdka ze słońca jest na każdek pocztówce do dostania w okolicy. Tutaj gratis.

Uroki jazdy na lodowcu późną wiosną, na górze śnieg, na dole wiosna pełną gębą.

Widok z naszej kwatery, prawie o świcie

Pani się maskuje i tęsknie wypatruje.

Austria, lodowiec Hintertux

Facebooktwittergoogle_plusmail

Dzień otwarty na Stadionie Narodowym

Po dłuższej absencji przedstawiam Narodowy. The Stadion!

Rozkładany dach naprawdę robi wrażenie …

… na zachwyconej publiczności

Widok z zewnątrz. Elewacja koszykowa ale w sumie całość sprawia niezłe wrażenie

I wewnątrz. Spore to!

I całkiem fotogeniczne

Puszysty kawałek dachu

Pan Roman robi pamiątkę dla potomności

Kolejne etapy otwierania dachu. Cała operacja trwa ok 20 minut, w tle muzyka z Gladiatora.

Trochę historii, rzeźba ze starego Stadionu Dziesięciolecia

Trochę przyszłości, krzesła gotowe na Euro2012

Stadion Narodowy, dzień otwarty. Warszawa

Facebooktwittergoogle_plusmail

Back to Thailand :)

Powrót do Tajlandii :)
Nigdy nie dokończyłem relacji z tego niesamowitego kraju a jeszcze kilka fotek mam w szufladzie.
Więc wracam, prawie dokładnie po roku od ostatniej notki.

Pani w bikini. Na dobry początek ;)

Wyspy Ko Tap i Ko Mor to w zasadzie 3 wysepki połączone zalewaną przypływem groblą. Chodzenie po wodzie to niesamowita rzecz :)

Łódka, lokalna, jakich wiele. Wrażenia z pływania – bezcene.

Grobla na początku wysokiej wody. Chodzi się dosyc trudno bo woda się przelewa i próbuje ściągnąć spacerowiczów na morze.

To samo miejsce kilka minut wcześniej, grobla jeszcze sucha.

Lokalna knajpa. Właścicielka poleca lody z kokosa.

Krótka narada na srodku oceanu. Po japońsku.

A na koniec notki dwie foty z zachodu słońca :)
Chyba tęsknię za Wielką Wodą już …

Thailand, Ko Tap, Ko Mor
cdn

Facebooktwittergoogle_plusmail

Wielka burza i drinki w wiaderkach

Wracaliśmy już na północ, po drodze planując przenocować na imprezowej wyspie Ko Phi Phi o której pisałem już tutaj. Dużo fotek z tego dnia nie mam, więc chyba się muszę wytłumaczyć :) Mianowicie…

najpierw było tak …

… a później tak. A później nikt nie miał głowy bo trzeba było ratować łódkę i prawie o życie walczyć. No może trochę przesadzam ale dogoniła nas niesamowita burza tropikalna. Najpierw otoczyły nas niesamowite kolory, później gwałtowne uderzenie wiatru, fal i piany. Prędkość wiatru osiągnęła może maksymalnie 50-55 węzłów (9 w skali Beauforta) ale jak na powszechną flautę w okolicy to było coś obłędnego. Cały czas byłem przy sterze :)

Burza, jak na tropikalną przystało trwała może 15 minut za to bardzo nas przyśpieszyła. Stanęliśmy na kotwicy w porcie…

kulturalnie obejrzeliśmy lokalny program artystyczny…

… i po rozpatrzeniu innych opcji rozrywkowych …

… zdecydowaliśmy się na jedną czyli drinki w wiaderkach :)

Wspaniały lokalny wynalazek. Mianowicie kupuje się komplet czyli wiaderko, sporą małpkę alkoholu, i innych płynnych dodatków. Sprzedawca miesza całość, wkłada grubą słomkę i z drinkiem o objetości powiedzmy 1 litra można się udać na imprezę. Jednemu wiaderku jeszcze jakoś daje się rade, po dwóch polegali najtwardsi ;)

A na koniec Beach Party :D
Thailand, Ko Phi Phi
cdn

Facebooktwittergoogle_plusmail

Trochę więcej niż 28 akrów raju :)

Ko Khai Nai
Malutka wyspa, znaleźliśmy ją przypadkiem po drodze. Skusiły nas te parasole.
Niech zdjęcia mówią za siebie… :)

Ale żeby nie było, że raj całkowity to tylko napiszę, że temperatura powietrza wynosiła ok 37oC, wilgotność podchodziła pod 95% a słońce świeciło tak, że zdjęcie okularów przeciwsłonecznych na kilka sekund (tylko po to, żeby zrobić zdjęcia) mało mnie przez odbicia od wody i piasku nie oślepiło. Każdy raj ma swoje minusy, choć ten akurat znikome i pomijalne ;)

Wyspa z góry wygląda tak, jakby ktoś chciał odnaleźć :)

Thailand, Ko Khai Nai
cdn

Facebooktwittergoogle_plusmail

Jak się po Phuket podróżuje

To już koniec części żeglarskiej fotostory, trzeba było oddać łódkę. Pozostaliśmy jednak jeszcze kilka dni w Tajlandii, głównie w celach imprezowych ;)
Na początek Miasto Mueang Phuket, stolica dużej wyspy o tej samej nazwie. Mało ciekawe miejsce, wybrzeża są typowo turystyczne, środek wyspy jest handlowo-przemysłowy. Kilka fotek jednak zamieszczam :)

Na początek jak się po Phuket podróżuje ;)

Dwie fotki jeszcze z mariny

I kolejne trzy z wielkiego targowiska w centrum. Jakość produktów gorsza niż w dobrych czasach na Stadionie Dziesięciolecia za to kolory bardziej jaskrawe :)

Wesołe miasteczko dla dzieci zawsze w cenie

Pani od Kubeczków

+32 stopnie, godzina 23:03 czasu lokalnego :)

Bar Restauracyjny typu FastFood w powrotnej drodze do domu

Może i krzaczki ale słowo Pepsi jest całkiem czytelne

Oświecona Rodzina Królewska
Thailand, Phuket
cdn

Facebooktwittergoogle_plusmail

Jedna doba w Pa Tong

To już prawie koniec zaległej relacji z Tajlandii, sam koniec podróży. Spędziliśmy go w Pa Tong, zdecydowanie imprezowo nastawionym mieście na wybrzeżu Phuket. Miasto nigdy nie zasypia, zabawa trwa całą dobę. W ciągu dnia plaża, sporty wodne i zakupy, w nocy knajpy, masaże i inne atrakcje. Na początek jedna z nich, w opowieści o jednej dobie w Pa Tong …

Godzina 00. Bar ze striptizem. Pełno ich dookoła, dziewczyny tańczą na rurach praktycznie na ulicy, każdy z nich ma też część za kotarą gdzie można zobaczyć więcej i oczywiście ukryte pakamery pełniące role łatwe do przewidzenia. Mimo pozorów dobrej zabawy smutne to wszystko było. BTW, w najlepszym barze ze striptizem w Pa Tong tańczą rosjanki :)

Godzina 02. Chodzimy od knajpy do knajpy przez roświetlone miasto. Trzeba uważać na łapiące za tyłki Tajki ;)

Godzina 06. Wracamy do hotelu. Znak jakże życiowy ;)

Godzina 06:30. A może zamiast objęć Morfeusza mały masaż na dobry początek dnia?

Godzina 07:00. Zmęczona Pani masażystka idzie spać, my też.

Godzina 12:00. Śniadanie z grilla na plaży?

Godzina 16:00. Obiad po europejsku, w MacDonaldzie. Tylko klaun jakiś dziwny :)

Godzina 17:00. No i z powrotem na plażę, najlepiej stylowo, tuningowanym skuterem :)

Godzina 17:30. Na plaży zaczyna się pora deszczowa…

Godzina 17:45. I jak zaczyna padać to już na całego. Ciekawe, że deszcz nie chłodzi powietrza tylko wilgotność zmienia się z 90% na 100 … :)

Godzina 22:00. Sea food na kolację :) Na zdjęciu homar, pyszny!

Godzina 00… :)
cdn, choć już to prawie koniec …

Facebooktwittergoogle_plusmail