Hampi, o tym też jak do niego dotrzeć poznając Prezydenta

Odcinek 22, Hampi

Stone Car, Hampi

Three Palm Trees

Tak było w Hampi :) Gorąco, kamiennie i palmiasto. Ale najpierw musieliśmy tam dotrzeć …

Z początku Hampi było opcją. Pierwotny plan podróży, tworzony przez nas przy winie, przewodnikach i laptopie przewidywał spędzenie ostatnich kilku dni na plaży na Goa, raczenie się drinkami i opalanie zmęczonych podróżą członków. Nie byliśmy pewni czy będzie nam się po prostu chciało jeszcze gdzieś jechać pod koniec, zwłaszcza, że dotarcie do Hampi jest kłopotliwe. Jeździ tam jeden pociąg z Goa, ale taki wiecznie przepełniony. Odjeżdża zresztą tylko co dwa dni a i ciężko dostać na niego bilety. Ale już w połowie drogi, w Jaipurze zdecydowaliśmy się, że jednak chcemy. I nie żałowaliśmy.

Wybraliśmy inną opcję dojazdu, najszybszą z możliwych, tak żeby nie zmarnować czasu przeznaczonego na plażowanie. Kupiliśmy bilet lotniczy Mumbai-Bangalore i stamtąd pociąg do Hospet, najbliższą stację kolejową od Hampi. To 850km samolotem i 300 km nocnym pociągiem, ale w Hampi mieliśmy być rano a przejechać na Goa następnego dnia o świcie. Dla kamiennych budowli spokojnie można poświęcić dobę na plaży :)

I tak wylądowaliśmy w Bangalore (Bengaluru). Lotnisko jest nowe, duże i bardzo nowoczesne. Bangalore to trzecie co do wielkości miasto w Indiach, zwane indyjską Doliną Krzemową. To tutaj rozwija się cały przemysł outsourcingu IT, tutaj mają siedzibę firmy jak IBM, HP, Google, Nokia, VMware, Oracle i wiele, wiele innych. Miasto się niesamowicie szybko rozwija, jest też bardzo bogate. Lotnisko znajduje się 40km od centrum i wzdłuż drogi do miasta (swoją drogą jak na Indie całkiem przyzwoitej) budowana jest nowa autostrada, cała na wiaduktach! Niesamowite!

W Bangalore mieliśmy spędzić tylko trzy godziny, czas akurat na kolację. Wybraliśmy więc z przewodnika knajpę najbliżej dworca kolejowego i tam dojechaliśmy. I to był czad …

Knajpa mianowicie, w bardzo hinduskim lokalnym hotelu Narthaki miała 3 poziomy. Dolny był restauracją, dwa górne alkoholową mordownią. I tak, na środkowym poziomie dostaje się menu z jedzeniem ale nie można nic zamówić poza przekąskami. Można za to zamówić piwo. Oraz wodę ale kelner 5 minut się dopytuje czy na pewno. Na dolnym poziomie jest salka ogólna (siedzą tylko faceci) i salka dla rodzin (tam też wrzucają zabłąkanych turystów jak my). Można zjeść wszystko z karty ale alkoholu zamówić nie można. Indyjskiego Chai też nie. Na górnym poziomie natomiast są już tylko napoje procentowe, za to domyślnie dostaje się talerz z ogórkami. Zadziwiające zwyczaje ;)

Jak już się w nich ogarnęliśmy i zamówiliśmy jedzenie to okazało się naprawdę ostre. Żeby nie było, 2 tygodnie już jadłem pikantne rzeczy ale tamte było makabryczne, zamówiłem krewetki w warzywach i jedyną możliwością przełknięcia ich było dzielenie na małe kawałeczki i jedzenie z dużą ilością białego ryżu. Nawet Ania która uwielbia ostrości poddała się po jednej krewetce. Ale smakowały dobrze i były malowniczo podane na liściu bananowca. Pokrzepieni konsumpcją (musiałem wypić 3 pepsi żeby móc swobodnie oddychać) a mając jeszcze trochę czasu udaliśmy się na najwyższe piętro. I tutaj spowodowaliśmy mega zamieszanie, nie dość, że biali w alkoholowej mordowni to jeszcze z kobietami! Tam się nie pije tak po prostu, w knajpach bywają tylko faceci. Wyobraźcie sobie scenę, wchodzicie do sali w której bawi się kilkadziesiąt osób i nagle oni wszyscy zamierają i zaczynają się na Was gapić, cicho komentując z wytrzeszczonymi oczami. Tak było :)

Wcisnęliśmy się gdzieś w kąt, zamówiliśmy wino i piwo. Wina nie polecam, siarka straszliwa, odstawiłem po jednym łyku. Po chwili też sala się do nas przyzwyczaiła i zainteresowanie nami wyrażał już tylko jeden, najbliższy stolik. A przy nim siedział nie byle kto, mianowicie Kumbarahalli Subbanna, prezydent jednej z lokalnych frakcji politycznych, zapewne małej. No i były rozmowy, braterskie poklepywania, zapraszanie do miast rodzinnych, wymiana papierosów polskich na indyjskie i takie tam swojskie macanie. Po pół godzinie zresztą już miałem dosyć bo nie dawali mi chwili spokoju, byli całkiem pijani a to nie pomagało. Nasz czas w końcu minął, zebrać się też nie było łatwo bo żegnać się też świta prezydencka zwykła wylewnie, tak że w końcu do pociągu biegliśmy. Kto nigdy nie biegł 2km z dużym plecakiem na plecach, małym w rękach, w temperaturze tropikalnej i wśród tłumu hindusów to w ogóle nie wie o co chodzi ;)

Prezydenta i świtę pozdrawiam, jak ktoś chce pogadać to służę wizytówką :)

Udało się dobiec, sleeper był całkiem porządny, w końcu ciepło było w nocy :) W pociągu też poznaliśmy ciekawego gościa, hindus ale od 30 lat mieszkający w Londynie, lekarz na emeryturze. Opowiedział nam o wielu rzeczach, relacjach i stosunkach, wyjaśnił kilka wątpliwości, z perspektywy lokalnej i człowieka Zachodu. Bardzo fajna postać.

Z Bangalore nie mam niestety ani jednego zdjęcia, nie widziałem nic poza knajpą, lotniskiem i dworcem. Podobno bardzo ładne i nowoczesne jest centrum.

I tak dotarliśmy do Hampi :)

W Hampi ogląda się głównie kamienie, takie jak na pierwszym zdjęciu tejże notki ale też wioska jest bardzo urokliwa. Dzisiaj będzie o wiosce.

Centrum, przeznaczenie budynku z blachy nieznane

Za tajemniczą konstrukcją Świątynia wyłania się nieśmiało

Na wzgórzach kozy

Pilnowane przez dzieciaki

Good friends don’t let you do stupid things … alone

Romantyczny riksza driver

Vespą po bezdrożach

Mali mieszkańcy Hampi

Lokalny bus

Jeszcze jedno zdjęcie Tajemniczej Budowli, tym razem z krową

Rzeka, widok ze słońcem

Rzeka, widok pod słońce

Obowiązkowa kąpiel wieczorna w Ghacie

Po drugiej stronie rzeki jest kilka hoteli, tutaj brodzący turyści podczas przeprawy

Powrót do domu

Pan Bananowiec

Roślinność tropikalna, zieleń jest niesamowicie intensywna

Suszarka

Bambusowe żniwa

Backpackerska impreza na szczycie góry

Widok na dolinę, miejsce przypomina dolinę Vinales na Kubie, bardzo piękna

Na koniec pole ryżowe, widziałem je po raz pierwszy w życiu. Jakiś hindus dziwnie się na mnie patrzył kiedy z zachwytem robiłem to zdjęcie, z miną jakby mówił: „dziwne te białasy, to pole ryżowe, co w tym takiego ciekawego…?” ;)

Jedna odpowiedź do “Hampi, o tym też jak do niego dotrzeć poznając Prezydenta”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *