Autor: qbk

  • Warsaw No Pants Subway Ride

    No Pants Subway Ride
    czyli wymyślona w Nowym Jorku idea jeżdżenia raz w roku metrem bez spodni. Zacna ;)

    Warszawa, Metro, 8 stycznia 2012

  • XX WOŚP :)

    Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
    Zachwycająca jest ilość pozytywnie zakręconych ludzi dookoła :)

    Warszawa, 8 stycznia 2012

  • Jedna doba w Pa Tong

    To już prawie koniec zaległej relacji z Tajlandii, sam koniec podróży. Spędziliśmy go w Pa Tong, zdecydowanie imprezowo nastawionym mieście na wybrzeżu Phuket. Miasto nigdy nie zasypia, zabawa trwa całą dobę. W ciągu dnia plaża, sporty wodne i zakupy, w nocy knajpy, masaże i inne atrakcje. Na początek jedna z nich, w opowieści o jednej dobie w Pa Tong …

    Godzina 00. Bar ze striptizem. Pełno ich dookoła, dziewczyny tańczą na rurach praktycznie na ulicy, każdy z nich ma też część za kotarą gdzie można zobaczyć więcej i oczywiście ukryte pakamery pełniące role łatwe do przewidzenia. Mimo pozorów dobrej zabawy smutne to wszystko było. BTW, w najlepszym barze ze striptizem w Pa Tong tańczą rosjanki :)

    Godzina 02. Chodzimy od knajpy do knajpy przez roświetlone miasto. Trzeba uważać na łapiące za tyłki Tajki ;)

    Godzina 06. Wracamy do hotelu. Znak jakże życiowy ;)

    Godzina 06:30. A może zamiast objęć Morfeusza mały masaż na dobry początek dnia?

    Godzina 07:00. Zmęczona Pani masażystka idzie spać, my też.

    Godzina 12:00. Śniadanie z grilla na plaży?

    Godzina 16:00. Obiad po europejsku, w MacDonaldzie. Tylko klaun jakiś dziwny :)

    Godzina 17:00. No i z powrotem na plażę, najlepiej stylowo, tuningowanym skuterem :)

    Godzina 17:30. Na plaży zaczyna się pora deszczowa…

    Godzina 17:45. I jak zaczyna padać to już na całego. Ciekawe, że deszcz nie chłodzi powietrza tylko wilgotność zmienia się z 90% na 100 … :)

    Godzina 22:00. Sea food na kolację :) Na zdjęciu homar, pyszny!

    Godzina 00… :)
    cdn, choć już to prawie koniec …

  • Jak się po Phuket podróżuje

    To już koniec części żeglarskiej fotostory, trzeba było oddać łódkę. Pozostaliśmy jednak jeszcze kilka dni w Tajlandii, głównie w celach imprezowych ;)
    Na początek Miasto Mueang Phuket, stolica dużej wyspy o tej samej nazwie. Mało ciekawe miejsce, wybrzeża są typowo turystyczne, środek wyspy jest handlowo-przemysłowy. Kilka fotek jednak zamieszczam :)

    Na początek jak się po Phuket podróżuje ;)

    Dwie fotki jeszcze z mariny

    I kolejne trzy z wielkiego targowiska w centrum. Jakość produktów gorsza niż w dobrych czasach na Stadionie Dziesięciolecia za to kolory bardziej jaskrawe :)

    Wesołe miasteczko dla dzieci zawsze w cenie

    Pani od Kubeczków

    +32 stopnie, godzina 23:03 czasu lokalnego :)

    Bar Restauracyjny typu FastFood w powrotnej drodze do domu

    Może i krzaczki ale słowo Pepsi jest całkiem czytelne

    Oświecona Rodzina Królewska
    Thailand, Phuket
    cdn

  • Trochę więcej niż 28 akrów raju :)

    Ko Khai Nai
    Malutka wyspa, znaleźliśmy ją przypadkiem po drodze. Skusiły nas te parasole.
    Niech zdjęcia mówią za siebie… :)

    Ale żeby nie było, że raj całkowity to tylko napiszę, że temperatura powietrza wynosiła ok 37oC, wilgotność podchodziła pod 95% a słońce świeciło tak, że zdjęcie okularów przeciwsłonecznych na kilka sekund (tylko po to, żeby zrobić zdjęcia) mało mnie przez odbicia od wody i piasku nie oślepiło. Każdy raj ma swoje minusy, choć ten akurat znikome i pomijalne ;)

    Wyspa z góry wygląda tak, jakby ktoś chciał odnaleźć :)

    Thailand, Ko Khai Nai
    cdn

  • Wielka burza i drinki w wiaderkach

    Wracaliśmy już na północ, po drodze planując przenocować na imprezowej wyspie Ko Phi Phi o której pisałem już tutaj. Dużo fotek z tego dnia nie mam, więc chyba się muszę wytłumaczyć :) Mianowicie…

    najpierw było tak …

    … a później tak. A później nikt nie miał głowy bo trzeba było ratować łódkę i prawie o życie walczyć. No może trochę przesadzam ale dogoniła nas niesamowita burza tropikalna. Najpierw otoczyły nas niesamowite kolory, później gwałtowne uderzenie wiatru, fal i piany. Prędkość wiatru osiągnęła może maksymalnie 50-55 węzłów (9 w skali Beauforta) ale jak na powszechną flautę w okolicy to było coś obłędnego. Cały czas byłem przy sterze :)

    Burza, jak na tropikalną przystało trwała może 15 minut za to bardzo nas przyśpieszyła. Stanęliśmy na kotwicy w porcie…

    kulturalnie obejrzeliśmy lokalny program artystyczny…

    … i po rozpatrzeniu innych opcji rozrywkowych …

    … zdecydowaliśmy się na jedną czyli drinki w wiaderkach :)

    Wspaniały lokalny wynalazek. Mianowicie kupuje się komplet czyli wiaderko, sporą małpkę alkoholu, i innych płynnych dodatków. Sprzedawca miesza całość, wkłada grubą słomkę i z drinkiem o objetości powiedzmy 1 litra można się udać na imprezę. Jednemu wiaderku jeszcze jakoś daje się rade, po dwóch polegali najtwardsi ;)

    A na koniec Beach Party :D
    Thailand, Ko Phi Phi
    cdn

  • Back to Thailand :)

    Powrót do Tajlandii :)
    Nigdy nie dokończyłem relacji z tego niesamowitego kraju a jeszcze kilka fotek mam w szufladzie.
    Więc wracam, prawie dokładnie po roku od ostatniej notki.

    Pani w bikini. Na dobry początek ;)

    Wyspy Ko Tap i Ko Mor to w zasadzie 3 wysepki połączone zalewaną przypływem groblą. Chodzenie po wodzie to niesamowita rzecz :)

    Łódka, lokalna, jakich wiele. Wrażenia z pływania – bezcene.

    Grobla na początku wysokiej wody. Chodzi się dosyc trudno bo woda się przelewa i próbuje ściągnąć spacerowiczów na morze.

    To samo miejsce kilka minut wcześniej, grobla jeszcze sucha.

    Lokalna knajpa. Właścicielka poleca lody z kokosa.

    Krótka narada na srodku oceanu. Po japońsku.

    A na koniec notki dwie foty z zachodu słońca :)
    Chyba tęsknię za Wielką Wodą już …

    Thailand, Ko Tap, Ko Mor
    cdn

  • Dzień otwarty na Stadionie Narodowym

    Po dłuższej absencji przedstawiam Narodowy. The Stadion!

    Rozkładany dach naprawdę robi wrażenie …

    … na zachwyconej publiczności

    Widok z zewnątrz. Elewacja koszykowa ale w sumie całość sprawia niezłe wrażenie

    I wewnątrz. Spore to!

    I całkiem fotogeniczne

    Puszysty kawałek dachu

    Pan Roman robi pamiątkę dla potomności

    Kolejne etapy otwierania dachu. Cała operacja trwa ok 20 minut, w tle muzyka z Gladiatora.

    Trochę historii, rzeźba ze starego Stadionu Dziesięciolecia

    Trochę przyszłości, krzesła gotowe na Euro2012

    Stadion Narodowy, dzień otwarty. Warszawa

  • Po dłuższej absencji lodowiec Hintertux

    Wiosna w pełni, za oknem upały więc może wrzucę po dłuższej nieobecności coś z szuflady. Całkiem nowej, fotki zrobione niecały miesiąc temu.

    Po górach nigdy mnie nie nosiło ale Alpy są naprawdę imponujące.

    Taka gwiazdka ze słońca jest na każdek pocztówce do dostania w okolicy. Tutaj gratis.

    Uroki jazdy na lodowcu późną wiosną, na górze śnieg, na dole wiosna pełną gębą.

    Widok z naszej kwatery, prawie o świcie

    Pani się maskuje i tęsknie wypatruje.

    Austria, lodowiec Hintertux