Dlaczego nie ma kawy?

Kuba, dzień 8

Kawy nie było. W kawowym barze przy drodze. W innym punkcie gdzie zatrzymuje się więcej samochodów zepsuł się ekspres, towar zdecydowanie deficytowy. Więc przyjechali smętni panowie i ekspres zabrali. Od tak. Za to barista był bardzo sympatyczny i świetnie mówił po angielsku.

Nie tylko kawy brakuje, są problemy z zaopatrzeniem innych produktów. Brakuje środków żywności, niektóre higieniczne są tylko w sklepach walutowych, brakuje warzyw, mięsa i na przykład długopisów i ołówków. Jadąc na Kubę, gdzieś przeczytaliśmy o długopisach i papierze toaletowym. Z tym drugim nie było problemów, natomiast wielka reklamówka reklamowych długopisów po parę groszy każdy, wielokrotnie nam pomogła. Albo chociażby spowodowała uśmiech i szczere „dziękuję”. Za to można kupić Coca Colę, oryginalną, made in Mexico. I banany, z tymi nie ma problemów w ogóle. Albo z cukrem.

Bo proszę państwa, Kuba cukrem żyje. Gdzieś z 50% upraw to trzcina cukrowa. Gleby są świetne, klimat idealny. Tylko, że rynek zbytu po rozpadzie Związku Radzieckiego padł, ceny surowca spadły więc skutek zabawy w centralne sterowanie gospodarki jest taki, jak był u nas kiedyś. To powoduje, że kraj mający potencjalnie świetne możliwości rolnicze importuje 70% produktów żywnościowych.

Trzcina cukrowa

Było o trzcinie bo dzień był pełen jazdy przez monotonne pola cukrowe. Ciągną się kilometrami, dziesiątkami kilometrów. Jechaliśmy dalej na wschód, w stronę prowincji Oriente. Długa, długa droga, kolejne 500km choć szybko i mało męcząco. Nocleg zaplanowaliśmy w Bayamo, dla odmiany w hotelu, który co prawda był całkiem w porządku, za to nie było w nim nic do jedzenia poza żółtym serem i owocami w puszce.

Miasto jest świetne, ma super atmosferę – bardzo lokalne, kompletnie nieturystyczne i na turystów nieprzygotowane. Nawet lodów nie można kupić, wszystko jest za lokalne pesos. Błądząc wieczorem i szukając fajnego miejsca na kolację trafiliśmy w końcu do najlepszej restauracji w mieście, taką gdzie się czeka w poczekalni i zostaje wprowadzony na salę. Taką, do której się idzie od święta, ładnie ubranym i po to, żeby delektować się za małymi porcjami jedzenia. Faktem jest też to, że była jedyną w której udało się wynegocjować zapłatę walutą. Trochę tam nie pasowaliśmy, my w sandałach i T-shirtach wśród elegancko ubranych Kubańczyków więc zostaliśmy posadzeni nieco na uboczu, naprzeciwko działającej na 100% klimatyzacji (norma w tropikach, jak już jest gdzieś klima to ustawiona na temperaturę lodówki). Za kolację z dwóch dań (przyzwoitą ale nie rzucająca na kolana) zapłaciliśmy 21 zł. Na 2 osoby. A napiwek spokojnie przekroczył 40% zamówienia …

Bayamo, nasza restauracja i scenki miejskie

Polecam też spacer bardzo ciekawym i urokliwym bulwarem.

Ale coś miało być o samochodach, będzie o tablicach rejestracyjnych. Na Kubie są bardzo kolorowe:
– czerwona – turyści
– żółta – mieszkańcy
– błękit – firmy państwowe, busy, taxi
– brąz, zielone – wojsko (nie wiem dlaczego dwa kolory)
– pomarańczowe – kościół
– czarne – dyplomatyczne

Napisała do mnie mieszkająca kiedyś 16 lat na Kubie Klaudia z komentarzem dotyczącym tablic. Okazało się, że trochę uprościłem a części w ogóle nie udało mi się ustalić. Zamieszczam komentarz Klaudii bo bardzo ciekawy i dziękuję!

————————————————————————————–
– czerwona – turyści – TAK i nie ;) bo to ciemna czerwona i zawsze rejestracja zaczyna się na T (turista ;)
– jasna czerwona – to tablica tymczasowa (odróżniamy bo nie zaczyna się na T no i musi zawierać literkę P „prowizoryczna” ;)
– żółta – mieszkańcy – NIE do końca – chodzi o to, że samochód jest Prywatny (czyli należący do osoby prywatnej ;)
– błękit – TAK – Należące do Państwa – firmy państwowe, busy, taxi – taxi też może mieć żółtą bo Państwo pozwoliło na prowadzenie małe przedsiębiorstwa i jest dużo prywatnych taxi :)
– brąz, zielone – wojsko NIE i TAK :)- zielony – to kolor Wojska i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych ( m.in. samochodów opancerzonych wożących przywódców: Fidela, Raula, Ministrów) – zawsze jest zaznaczone na dolnym środku tablicy „FAR” lub „MININT”
– oni sami prywatnie mają białe tablice – najrzadziej spotykane na Kubie :) Białe też mają ważni Partyjni (od PCC)
– brąz to kolor Państwowych Instytucji i jak też Kierownictwo (szefowie) niektórych firm państwowych
– pomarańczowe – kościół TAK, ale nie tylko – też używane przez zagranicznych dziennikarzy i przez zagraniczne firmy jeśli druga litera to K :)
– czarne – dyplomatyczne cudzoziemców – TAK – nie obowiązują ich przepisy ruchu drogowego więc trzeba im ustąpić zawsze pierwszeństwo – Ciekawostka: Zawsze składają się z 6 cyfr: trzy pierwsze cyfry to kraj pochodzenia a trzy ostatnie cyfry tablicy wskazują na hierarchię np. -002 to 2 najważniejsza osoba w ambasadzie ;) Literka (na lewym dolnym rogu) mówi też kim jest: D = diplomático, C = consular E =otro estatus
TA wiedza jest bardzo przydatna bo na Kubie mówi się „Powiedz mi czy jeździsz a Ci powiem kim jesteś” ;)
————————————————————————————–

Tablice rejestracyjne (wklejka niezbyt udana ale późno jest …)

Od razu i z daleka widać kto jedzie, czy to Kubańczyk czy turysta więc wiadomo czy zatrzymywać do kontroli, czy nie. Na wszystkich punktach kontrolnych zatrzymywane są samochody z żółtymi tablicami, czerwone przejeżdżają bez problemu. Bo turystom łatwiej podróżować niż Kubańczykom …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.