Dzisiaj padał śnieg więc będzie o nałożnicach

Popatrz w dół a zobaczysz niebo

Dzisiaj padał śnieg. Pierwszy taki, początek prawdziwej zimy w Warszawie. Nie to, żeby nie lubię, śnieg bywa piękny, zwłaszcza w górach, na nartach, kiedy pada z góry wielkimi płatkami i mogę szusować po stokach. Taki śnieg lubię, w mieście niekoniecznie. Choć w sumie, niech sobie pada, byle daleko.

Dla równowagi, w dniu z którego pochodzą fotki do niniejszej notki było gorąco, bardzo gorąco. Może 35oC, jakieś 40 stopni więcej niż dzisiaj rano. Taki upał, zwłaszcza kiedy się leci z zimowej Europy bywa bardzo trudny, człowiek się poci, puchnie i w ogóle wygląda nieszczególnie. Samoloty są jak teleporty, człowiek w ciągu kilku godzin może znaleźć się na krańcu świata – to wpływa na nasze organizmy bardzo mocno. Na zdjęciach z początku wyjazdu wszyscy wyglądamy jak nadmuchani, takie małe ludziki Michelin. A w sumie schudłem, na diecie złożonej z ryżu, warzyw i ryb trudno inaczej. Ostatnio ważyłem tak mało chyba w liceum, jakieś 73,5 kilo, mały bonus z wyjazdu.

Ale miało być o nałożnicach, także dla rozgrzania atmosfery. Tego dnia zwiedzaliśmy Angkor Thom, to wielki (9km2), ogrodzony teren miejski, z Pałacem Królewskim i świątynią Bajon pośrodku. Gdzieś pomiędzy tropikalną zielenią a sadzawkami natrafiliśmy na świątynię Phimeanakas:

Świątynia Phimeanakas, wygląda niesamowicie, prawda?

Usiedliśmy przed frontem, ledwo żywi, nie chciało nam się wchodzić na górę, byliśmy za bardzo zmęczeni upałem. Maja, w nagłym przypływie energii wyciągnęła przewodnik, znalazła opis i zaczęła czytać, coraz bardziej zaciekawionym głosem. Phimeanakas było świątynią poświęconą kobiecie-wężowi Nāga i zarazem domem nałożnic. Król przychodził tam co noc, jego przywilejem i obowiązkiem było spędzenie pierwszej części nocy z kobietą reprezentującą boginię Nāga. Na resztę nocy mógł wrócić do swojej królowej, jeżeli natomiast by się nie pojawił jego dni były policzone a kataklizm miał uderzyć i zniszczyć jego ziemię. Chcąc, nie chcąc …dobrze być królem. Ale nawet król ma obowiązki, ważne i potrzebne. I niektóre polegają na leżeniu, czasem nad, czasem pod. Zależne od upodobań.

Zdewastowany przez rabunek posąg lwa

Wierzchołek świątyni Phimeanakas, nałożnic nie znalazłem a szukałem dokładnie

Idąc dalej, niedaleko znajduje się Baphuon, świątynia będąca zarazem Pałacem Królewskim. Miejsce jest ogromne, imponujące i otoczone intensywną zielenią – wygląda niesamowicie. Nie można niestety było wejść do środka, Khmerowie prowadzą prace renowacyjne.

Otoczony murem i zielenią Baphuon

Przed Pałacem Baphuon złapała nas krótka ulewa tropikalna, deszcz był gorący i bardzo intensywny. Deszcze w tropikach nie chłodzą, jest tylko bardziej mokro

Schowaliśmy się pod estakadą

Widok na Baphuon od strony świątyni Bajon

Na zakończenia odwiedziliśmy jeszcze małą świątynię buddyjską, mnich na zdjęciu uczył nas składać hołd Buddzie – bardzo pozytywne chwile tam spędziliśmy

I pojechaliśmy dalej …

Angkor Thom, Kambodża, listopad 2012

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.