O-kuhn znaczy dziękuję

Światynia Wat Leu

Kontynuując przygodę ze skuterami, ostatniego dnia, pojechaliśmy jeszcze do świątyni Wat Leu w Sihanoukville. Mało turystów tu trafia, miejsce jest oddalone od wybrzeża i centrum miasta, zlokalizowane na uboczu, zaraz za browarem Angkor. Świątynia jest ciekawa, nie tylko ze względu na podłoże religijne czy historyczne, ale także interesująca architektonicznie. Kolorowa pagoda w centrum, otoczona małymi budynkami gospodarczymi. Wszędzie pełno buddyjskich detali, miejsc do odpoczynku i kontemplacji, po terenie błąka się spore stado małp. Dodatkowo, na stoku wzgórza na którym jest usadowiona powstał cmentarz, z nagrobkami w kształcie małych domków. Ładne miejsce, spokojne i tchnące zadumą.

Siedmiogłowy wąż i lew bronią wstępu

Happy New Year

Pagoda Wat Leu

Budynki gospodarcze

Lokalny odpowiednik krasnali ogrodowych

Budda i trzy małpy

Widok na południe

Na wężu

Cmentarz

Słoń z urwaną trąbą

Na koniec jeszcze jedna mała historia z naszego powrotu do Tajlandii. Wracaliśmy autokarem, jadąc przez Góry Kardamonowe, w kierunku przejścia granicznego w Koh Kong. Wyjazd był prawie o świcie, my mało przytomni, zaspani, jedziemy i jedziemy. I nagle w autobusie pojawiło się pełno dymu, gryzący, biały dym palonego plastiku. Nagłe poruszenie wśród pasażerów, panika, autobus nadal jedzie, nie wiadomo co się dzieje, dymu coraz więcej. Ludzie zaczęli krzyczeć „Stop the bus!”, „Stop the bus!” i nagle, tuż obok „Stop the KURWA bus!”. Nasz krajowy przecinek zadziałał, kierowca usłyszał krzyki, zatrzymał autobus, wszyscy wybiegliśmy. Zapaliła się instalacja klimatyzacji, nic poważnego jak się okazało, ale z początku wyglądało to groźnie. Śmierdziało aż do granicy.

Reszta drogi też nie upłynęła bez przygód, autokar psuł się jeszcze dwa razy, w tym raz padło coś w zawieszeniu i autokar się przechylił. Znacznie się przechylił. Naprawa potrwała około godziny, widziałem, że kierowca obwiązuje teflonową taśmą coś pod podwoziem, później siedział 20 minut przed kołem i gładził gumę rękami. Nie wiem co robił, pogłaskał, pogładził, jakoś dojechaliśmy. W przechyle, po górskich drogach, nieco niepewni tego bujania. Jak autobus skręcał w prawo to się prostował, jak w lewo to butelka wody wypadała z uchwytu… Była PRZYGODA!

Kierowca który gładził koło

To już ostatnia notka z Kambodży, 32 notki, 319 zdjęć, całkiem sporo materiału jak na dwa tygodnie podróży. Kambodża to kraj słynący ze świątyń Angkoru, jednak bardziej znany przez gehennę którą przeszedł za czasów Czerwonych Khmerów. Kraj, który od kilkunastu lat usiłuje się podnieść z tamtych, ciemnych czasów i widać wyraźnie, że mu się to udaje. Dużo się dzieje, dużo się zmienia.

Warto tam pojechać, nie tylko ze względu na zabytki czy widoki, ale przede wszystkim dla mieszkańców. Zawsze najważniejsi są ludzie, ich czasem bardzo odmienna kultura, wygląd czy zachowanie ale przede wszystkim bliskość i nić porozumienia którą można razem nawiązać. Nawet jeżeli nie znamy nawzajem swoich języków, mamy inny bagaż doświadczeń, inne wychowanie, edukację czy chociażby różni nas kolor skóry to jeśli chcemy, potrafimy się zrozumieć. A przynajmniej powinniśmy spróbować.

O-kuhn, Kambodżo …

Całość relacji można zobaczyć pod linkiem https://qbk.pl/blog/tag/kambodza/?orderby=date&order=ASC

Kambodża, Sihanoukville, listopad 2012

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.