O tym jak kręcili reklamę Nivea

Najpierw była nuda, reżyser siedział, ekipa łaziła bez celu, dobre kilkanaście minut. Nic się nie działo. Za to później …

Muzyka zagrała, laski zaczęły tańczyć, zresztą każda w swoim rytmie. Pan od wózka z kamerą pchał i ciągnął, światła mrugały, wielkie blendy świeciły. Któryś z tancerzy wpadł na motocykl, 200 kilo metalu padło z łoskotem na chodnik, tancerz tak się przestraszył, że uciekł z planu. Niezrażony incydentem reżyser, uciekając przed rozdrażnionym właścicielem motocykla, zawołał panią treserkę od buldogów, ta pojawiła się z trzema psami pośrodku zamieszania. Rzuciła plastikowym kołem, jeden z buldogów podskoczył i złapał zabawkę w locie. W tle z furkotem rozwinął się plakat Nivea. I całe to zamieszanie skończyło się głośnym: kamera stop, jutro zaczynamy o 8:30.

Nie wiem jak to będzie wyglądało w TV, ale proces produkcji to kompletny chaos.

Warszawa, pasaż Wiecha, czerwiec 2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.