Ser, z tych nielegalnych

Kuba, dzień 13

Wyplątawszy się rano z Holguin wracaliśmy dalej. 500 kolejnych kilometrów, ale komfortowo, prawie połowa drogi autostradą. Zanim do niej dojechaliśmy udało nam się kupić nielegalny ser. Znaczy, nielegalnie kupić legalnie produkowany ale nielegalnie sprzedawany ser. Chodzi o to, że rolnicy, ser jak najbardziej produkować mogą ale sprzedawać bez zarejestrowania i odprowadzania ogromnych podatków już nie. Więc sprzedają cichaczem, nielegalnie, głównie turystom bo tak bezpieczniej. Fajnie się negocjowało, językiem migowym, nie było to proste, bo my chcieliśmy tylko mały kawałek a sprzedający nie chciał zrozumieć, że nie potrzebujemy bloku wielkości średniej beczki. Czy dwóch. Ser był pyszny, podobny w smaku do naszego oscypka.

Zakup nielegalnego sera i gospodarstwo rolnika

Takich absurdów już kilka opisałem, najbardziej rzucający się w oczy był brak długopisów na całej wyspie. Nikt nie wie czemu, nawet otwarcie rozmawiający z nami lokalni nie potrafili tego wyjaśnić. Oficjalnie „no problemo” a pisać nie ma czym. Nawet na poczcie. Kobiece środki higieniczne też można dostać tylko w Hawanie, w jednym miejscu, zresztą importowane z Polski. Mitem natomiast okazał się brak papieru toaletowego, papier jest, czasem wydawany na listki razem z mydłem przez przemiłą Panią w restauracji ale jest. W naszych Casa nie było z nim problemu.

Pokrzepieni nielegalnym serem, świeżo umytym samochodem (zatrzymaliśmy się na kawę, podszedł Pan i cichutko w ciągu kilku minut umył potwornie zabrudzony samochód – nie wiem jak on to zrobił w takim czasie) pod wieczór dojechaliśmy do Santa Clara. Miejsce słynie z monumentu Che (Ernesto Che Guevara), ale tenże monument, choć monstrualny objawi się dopiero w następnej notce. Po krótkim poszukiwaniu Casa (byliśmy już w tym perfekcyjnie skuteczni i mylące nazwy ulic czy powtórzona numeracja nie mogły nas zmylić) trafiliśmy. Miejsce jest niesamowite, opisane w Lonely Planet, pięknie urządzone, z niesamowitym zielonym ogrodem w patio i dwoma pokojami w stylu kolonialnym. Właściciel mówi płynnie po angielsku i francusku, naprawdę niesamowite miejsce. Jak się wieczorem okazało ma też najlepszą, zdecydowanie najlepszą kuchnia na wyspie. Jedliśmy dwie specjalności: krewetki w sosie pomidorowym i smażoną rybę, oba dania były perfekcyjne. To była najlepiej przyrządzona ryba w moim życiu! Warto tam pojechać chociażby dla samej kuchni, wielu turystów tak robi. Hostel ma dwa pokoje a stołuje codziennie kilkadziesiąt osób.

Podaję pełny adres bo obiecałem Angelowi reklamę:

HOSTAL FLORIDA CENTER Angel Rodriguez Martinez
Calle Maestra Nicolasa #56 (Candelaria)
e/Colón y Maceo
Santa Clara (042) 20 81 61

GPS: 22,4049N 79,9636W
(przy okazji mam współrzędne i adresy wszystkich Casa w których mieszkaliśmy i wielu ciekawych miejsc, jakby co służę informacjami)

Hostal Angela

Wieczorem obowiązkowo spacer po mieście, zakończony słuchaniem muzyki kubańskiej przed Casa de la Trova.

Spacer po Santa Clara

Punkty rzemieślnicze i biura

Casa de la Trova

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.