Wielka Polsko-Francuska Wojna O Słodką Wodę ;)

Płynęli, płynęli, dniem, nocą, a słońce wschodziło i zachodziło … aż się skończyła słodka woda … ;)

Jak już Wam pisałem w notce „O bujaniu się po oceanie” słodka woda na jachcie jest bardzo potrzebna. Do gotowania, picia, kąpieli. Można oczywiście myć się w morskiej ale zawarta w niej sól jest problemem, zostaje na ciele, powoduje czasem uczulenia i odparzenia. Jaro, czyli kapitan Jarosław Kaczorowski opowiadał mi kiedyś, że kiedy startował w regatach Transat 6.50 (trans-atlantyckie regaty samotników na malutkich łódkach) to cały czas pływał w pełnym sztormiaku, po to, żeby unikać bryzgów słonej wody. Miał mało słodkiej, tylko na niezbędne potrzeby więc przez prawie trzy tygodnie płynął w pełnym stroju, w temperaturach od wiosennych do tropikalnych. Prawdziwy hardcore :)

Nam się skończyła woda w mniej dramatycznych okolicznościach, w pobliżu francuskiej Gwadelupy, niedaleko Mariny de Riviere Sens. Więc, żaden problem, podpłyniemy, zatankujemy i po sprawie … Okazało się, że niekoniecznie. Podpływając do mariny okazało się, że pierwsze co widać z morza to wraki łódek na falochronie! Około 10 lat temu okolica została spustoszona przez ulewy a port został częściowo zniszczony przez rzeki błota. I co najciekawsze niewiele z tym później zrobili. Kanał wejściowy nie został pogłębiony (wpływa się na granicy utknięcia na mieliźnie), nie ma świateł nawigacyjnych, na falochronie leżą zniszczone jachty a na samym środku basenu mariny wystaje z wody zatopiony wrak. Zdumiewające to nieco bo reszta portu wygląda naprawdę nieźle, ot nie chciało się im zapewne ;)

Jachty na falochron wyrzucone

Wrak na środku mariny

Reszta mariny zatłoczona acz wygląda normalnie

Wpłynęliśmy więc do środka, szukamy wolnego miejsca aż nagle podpływa francuz na motorówce i zaczyna coś krzyczeć. No to my, że francuski niekoniecznie i żeby po angielsku. On dalej swoje. My też. I tak sobie trochę pokonwersowaliśmy, zrozumienia nie było ale i tak było fajnie a na pewno głośno. Trwało to z 15 minut, on nam nawet zagradzał małą motorówką drogę, próbował nas wypędzić ze środka. Podpłynęliśmy na chwilę do pomostu, dwie dzieczyny wysiadły na brzeg, próbowaliśmy z kimś się dogadać na lądzie, w kapitanacie, gdziekolwiek – musieliśmy mieć tą wodę! Aż po chwili francuz znowu podpływa i całkiem zrozumiałym angielskim tym razem, krzyczy, że musimy wypłynąć bo właśnie z wnętrza będzie wypływała na holu duża barka i tarasujemy mu drogę. Nie można było tak od razu???

Taktycznie wypłynęliśmy zatem, pokręciliśmy się na morzu godzinę czekając aż wyprowadzą tą barkę (naprawdę była spora), wpłynęliśmy w bojowych nastrojach do środka, zabralismy dziewczyny i zdobywczo zatankowaliśmy zbiorniki! Nawet od nas nie chcieli pieniędzy. Bitwa została wygrana, choć straty były, mianowicie w morskiej otchłani utonął klapek Ani D. ;D

Ciesząc się ze zwycięstwa popłynelismy dalej …

Wybrzeże Gwadelupy

Stare forty

Urokliwe miasteczka

Wybrzeże jest fajne i urozmaicone, górzyste i zielone. BTW, to zdjęcie numer 2000 na blogu :)

A na koniec w okolicznościach zachodzącego słońca popłynęliśmy dalej, na Antiguę …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.