Kategoria: photo

  • Festiwal kolorów nad Borobudur

    Poranek z widokiem na świątynię Borobudur

    Przez pierwszy tydzień podróży bardzo się nie wysypialiśmy. Jet-lag nałożył się na wstawanie o bardzo dziwnych porach, chcieliśmy też zobaczyć jak najwięcej. Czasu było mało, a wymyślony jeszcze w Polsce program był napięty. Krajobrazy są najpiękniejsze w świetle wschodzącego lub zachodzącego słońca, zatem wstawać trzeba było wcześnie. W końcu zupełnie się pogubiłem, któraś kolejna niewyspana noc z rzędu, ja próbuję usnąć o 21., mając w perspektywie pobudkę o 2. w nocy. Nie wiedziałem zupełnie, w której strefie czasowej żyję, organizm był częściowo w czasie polskim, częściowo indonezyjskim, a godziny pobudki najbardziej pasowały do Hawajów. Niemniej jednak wschód słońca to najlepszy moment do fotografii, światło przez krótką chwilę jest najładniejsze. Zatem statyw na plecy i w drogę!

    (więcej…)

  • Ludzie Yogyakarty

    Śmiejący się rykszarz. Zdjęcie powstało podczas targowania się o przejazd, jednego z pierwszych podczas wyjazdu. Wśród wzajemnego śmiechu zbijałem cenę do 1/5 początkowej wartości, zresztą i tak przepłaciłem. Dobrze jest wiedzieć, ile powinny kosztować takie usługi, ale taką wiedzę posiada się z czasem.

    (więcej…)

  • Uliczny Chaos Sajlera

    Indonezja zawsze była moim marzeniem. Wyspa Bali, jeszcze kiedy nie podróżowałem tyle co teraz, kojarzyła mi się z największą egzotyką. Tak daleko, dalej niż byłem kiedykolwiek. Ponad 11 tysięcy kilometrów od domu. Pierwszy raz na półkuli południowej.

    (więcej…)

  • Zajawka z Indonezji

    Dolina obok wulkanu Bromo, Jawa

    Materiału na notki mam dużo, przywiozłem prawie 2600 zdjęć. Po raz pierwszy miałem ze sobą tyle sprzętu, mam nadzieję, że efekty będą warte targania wielu kilogramów żelastwa. Na początek mała zajawka.

    (więcej…)

  • Jeszcze kilka fotek z kambodżańskiej szuflady

    Buddyjski akcent w korytarzach

    Przejrzałem kilka dni temu raz jeszcze zdjęcia z Kambodży i znalazłem kilka które sam nie wiem jak i dlaczego mi umknęły. Są nietypowe, pokazują ludzi pojedynczo. Nasz świat, zachodni, stawia na indywidualizm. Społeczeństwo i wychowanie kładą nacisk na człowieka jako jednostkę. Określa nas nasza indywidualność, różnice względem innych jednostek, osiągnięcia osobiste, rywalizacja z innymi. Jesteśmy odrębni i tacy mamy być, mimo naszych mocno zakorzenionych wartości rodzinnych.

    Azja jest inna, tutaj to kim jesteś wynika bezpośrednio z tego, z kim przebywasz. Definiuje Cię Twoja rodzina, przyjaciele, czasem nawet wioska czy miasto w którym mieszkasz. Wielopokoleniowe rodziny mieszkające w jednym domu to norma. Twoja grupa jest siłą, otaczający ludzie Cię wzmacniają. Samotna jednostka jest upośledzona społecznie.

    Taka mała różnica ale jakże istotna.

    Japońska turystka chroniąca się przed słońcem

    Młody buddyjski mnich

    Rikszarz czekający na swoich klientów

    Kambodża, listopad 2012

  • Kilka nieposortowanych fotek miejskich z Bangkoku

    Chodnik pod wielkim, zielonym parasolem. Nic szczególnego nie ma w tym zdjęciu ale jakoś bardzo je lubię.

    To już ostatnia notka z Bangkoku, tym razem bez jednego, wspólnego tematu. Ot, kilka nieposortowanych fotek miejskich.

    Meldunek pod McDonaldem

    Sprzedawca przekąsek i dwóch Ladyboy’ów

    Korki, korki, korki …

    Kapliczka wciśnięta w blachę falistą

    Betonowe konstrukcje stacji nadziemnej kolejki BTS

    Naród, jak wszędzie na świecie, jest leniwy. Schody ruchome cieszą się znacznie większym powodzeniem.

    Masażystki pozujące po pracy.

    Podróż sklepem.

    Śledząc sprzedawcę przekąsek.

    I AM A NIKON. Choć nie 1.

    Na koniec Lotnisko Suvarnabhumi, znajdź wycieczkę :)

    Tajlandia, Bangkok, listopad 2012

  • Lumpini Park

    Dużo się ostatnio dzieje, nie wszystko ogarniam, czasu na bloga nie mam wcale.

    Jednak nie mogę pozwolić, żeby jedna notka wisiała dłużej niż tydzień, zatem dla odmiany zamieszczam kilka widoków z Parku Lumpini w Bangkoku. Park jest wielki, ponad 55 hektarów, otoczony przez wieżowce, zlokalizowany w samym środku miasta. Miejsce wytchnienia od zgiełku stolicy Tajlandii, popularne wśród zakochanych i rodzin z dziećmi. Kiedyś, nocami zamieniał się w miejsce schadzek z prostytutkami, płci obojga, ale po kilku napadach i morderstwach zasady się zmieniły i jest zamykany na noc.

    Kajakowe centrum wycieczkowe

    Z ukochaną i smartfonem

    Na całym terenie jest zakaz wprowadzania psów i palenia. Park jest czysty i bardzo zadbany…

    … otoczenie już normalne

    Tajlandia, Bangkok, listopad 2012

  • Trzeci stopień zagrożenia lawinowego w Tatrach

    Przez śniegi się przebijali

    To był niezwykły dla mnie wyjazd. Ostatni raz byłem w Tatrach w liceum, a i to w sezonie letnim. Jestem stworzeniem tropikalnym, najlepiej się czuję w okolicy równika, zawsze lubiłem ciepło. Tam, jak człowiek bardzo zmarznie to zakłada na siebie T-shirta.

    Okazało się jednak, że zima w górach też jest świetna, -10 stopni Celsjusza wcale nie przeszkadza, przebijanie się przez śnieg sięgający do pasa daje niesamowicie dużo radości, a Tatry są bardzo, bardzo piękne.

    Na początek kilka fotek z Kasprowego, mieliśmy szczęście, na chwilę wyszło słońce. Było zimno, -16 stopni Celsjusza, wiał mocny wiatr.

    Chwila zadumy na szczycie, ze względu na zagrożenie lawinami musieliśmy zmodyfikować zaplanowaną trasę.

    Wszystko jest białe, ziemia i niebo. Cisza dzwoni w uszach, słychać tylko skrzypienie śniegu i bijące szybko ze zmęczenia serce.

    Śnieżny prysznic

    Ewa, nasza przewodniczka i szefowa wycieczki

    Pyniek w stroju wysokogórskim

    Impreza w schronisku na Hali Kondratowej. To malutkie schronisko, jedyne 20 miejsc noclegowych, można spać na podłodze. W sobotę, oprócz sporej grupy Polaków pojawiła się silna ekipa z Węgier, była gitara, grano „Hej, Sokoły”, śpiewano „Dziewczynę o Perłowych Włosach” w oryginale a na koniec piosenkę z Titanica. Działo się!

    Zaręczyny na fejsie, na romantyka :)

    Zaspane śniegiem Schronisko na Hali Kondratowej

    Trzy widoki na koniec. Śnieg, dużo śniegu …

    Tatry, luty 2013

  • Wenecja Wschodu

    Kiedyś nazywano Bangkok Wenecją Wschodu. Nieprzypadkowo, miasto jest przecięte potężną rzeką Chao Phraya oraz rozległą siecią kanałów. W tamtych czasach transport wodny miał ogromne znaczenie, drogi były wąskie i nieutwardzone, kanały oferowały możliwość szybkiej komunikacji.

    Obecnie, w epoce panowania samochodu, w Bangkoku pojawiła się nowoczesna infrastruktura drogowa, łącznie z płatnymi trasami szybkiego ruchu. Jest też szybko rozbudowywane metro oraz napowietrzna kolejka BTS, zapewniające błyskawiczne przemieszanie się po ogromnej metropolii. Niemniej jednak, promy nadal funkcjonują, są szybkie, nie stoją w korkach i są tanie. Bilet kosztuje grosze, promy zatrzymują się na przystaniach tylko na moment, na tyle krótko, że do łódek trzeba wskakiwać w biegu. Mają potężne silniki, kopcą straszliwie, to minusy, za to rekompensuje to szybkość i wygoda. Świetna rzecz!

    Zapraszam do krótkiej wycieczki po kanałach Bangkoku.

    Łódka turystyczna

    Za chwilę odpływamy

    Kanały przecinają prawie całe miasto, często pływa się pomiędzy nowoczesnymi budynkami

    Wycieczka po rzece Chao Phraya

    Prom pomarańczowej linii, jest w miarę pusto, zdjecie powstało poza godzinami szczytu. Rano promy są niemiłosiernie zatłoczone.

    Przystanie są świetnym miejscem na wędkowanie, tutaj na poważnie, na 4 wędki

    Nad brzegiem wyrosły wieżowce

    Tajlandia, Bangkok, listopad 2012