Poranek z widokiem na świątynię Borobudur
Przez pierwszy tydzień podróży bardzo się nie wysypialiśmy. Jet-lag nałożył się na wstawanie o bardzo dziwnych porach, chcieliśmy też zobaczyć jak najwięcej. Czasu było mało, a wymyślony jeszcze w Polsce program był napięty. Krajobrazy są najpiękniejsze w świetle wschodzącego lub zachodzącego słońca, zatem wstawać trzeba było wcześnie. W końcu zupełnie się pogubiłem, któraś kolejna niewyspana noc z rzędu, ja próbuję usnąć o 21., mając w perspektywie pobudkę o 2. w nocy. Nie wiedziałem zupełnie, w której strefie czasowej żyję, organizm był częściowo w czasie polskim, częściowo indonezyjskim, a godziny pobudki najbardziej pasowały do Hawajów. Niemniej jednak wschód słońca to najlepszy moment do fotografii, światło przez krótką chwilę jest najładniejsze. Zatem statyw na plecy i w drogę!















































