Kategoria: photo

  • Born to Run

    Siedzimy, pijemy, nic się nie dzieje …

    Wyspa nas trochę zmęczyła. Otaczający nas spokój, piękno przyrody, czas mijający tak wolno, spowodował, że mój mózg zapadł w coś rodzaju letargu. Koh Rong jest leniwym miejscem, lenistwo i wynikający z niego bezwład umysłowy opanowuje tam nawet najbardziej żywe umysły. Ja tak nie umiem, po kilku dniach nierobienia niczego, poza spacerami po plaży, opalaniem oraz pochłanianiem kalmarów i krewetek w hurtowych ilościach, zaczęło mnie nosić. Musiałem zmienić otoczenie. Tęskniłem do gwaru, ruchu, hałasu, po prostu do cywilizacji.

    Następna notka będzie z Sihanoukville, dzisiaj, na pożegnanie z Koh Rong jeszcze kilka fotek tego pięknego miejsca.

    Trzy kolory

    Pusta plaża Koh Rong

    Pomosty. Konstrukcja na końcu to prosty dźwig do wyciągania połowu

    Rybackie klimaty

    Lobby i restauracja Paradise Bungalows. Leżanki z pianki są rewelacyjne

    Eee? Pustostan?

    Na zakończenie, Koh Rong w pełnej tropikalnej krasie. Uciekłem z wyspy wtedy, natomiast teraz, drżąc z zimna na przystanku 527 marzę o tym, żeby tam wrócić. Ot, zawsze dobrze tam gdzie nas nie ma …

    (tytuł pochodzi z piosenki Bruce’a Springsteena, 1975)

    Kambodża, wyspa Koh Rong, listopad 2012

  • Warszawa widziana przez otworek zrobiony igłą w sreberku od jogurtu

    Niewidzialny

    Kompletna zmiana klimatu, techniki i obrazu. Eksperymentalnie. Małe liźnięcie świata lomografii, świata gdzie przed naciśnięciem spustu migawki nigdy nie wiesz, co znajdziesz na zdjęciu…

    Przemykając pod ścianą

    Dawajcie! Nawijajcie! Kontrowersyjna i wycofana już reklama Heyah, po żywym sprzeciwie internautów

    Czy wiesz czego chcesz?

    Trójka z satelitą

    Dumnie maszerowała w kolorach Argentyny

    Powyższy efekt nie jest skutkiem wysublimowanych filtrów w Lightroomie czy Photoshopie. Właściwie, zdjęcia nie zostały poddane żadnej obróbce. Zostały zrobione plastikowym, manualnym obiektywem Holga, podczepionym do mojego aparatu. Polecam!

    Dwie z dziesięciu zasad ruchu lomograficznego:
    – Przed naciśnięciem spustu nigdy nie wiesz, co znajdzie się na zdjęciu
    – Po naciśnięciu spustu też nie będziesz tego wiedział

    Warszawa, Metro, PKP Śródmieście, 8 styczeń 2012

  • Welcome to the Jungle

    Nie wiem czy jadowity ale zrobił na nas wrażenie. Nephila pilipes, ten gatunek pająka tworzy tak mocne sieci, że potrafią się w nie złapać małe ptaki.

    Na koniec pobytu w Kambodży zaplanowaliśmy kilkudniowy pobyt w dżungli. Plan był interesujący, 2-3 dni, pływanie łódką przez chaszcze, trekking w błocie. Dodatkowo, noclegi w wiszących hamakach, pod plandeką z kawałka brezentu, z komarami, wężami i pająkami jako jedynymi towarzyszami nocy. Pośrodku niczego. Przygoda!
    Niestety, nie udało nam się zrealizować tych planów, nadchodziła ostatnia w sezonie burza tropikalna, nawet wyjazd na Koh Rong przez chwilę stał pod znakiem zapytania. Wyjazd na wyspę się udał, ale dżunglę Gór Kardamonowych musieliśmy odpuścić – trudne i wymagające ścieżki w ulewie zmieniają się w nieprzebrane rzeki błota. Wiele miejsc jest niedostępnych.

    To co straciliśmy, można zobaczyć na stronie ecoadventurecambodia.com, polecam galerię.

    Małą namiastkę przygody w dżungli mieliśmy jednak na wyspie …

    Kolczatka, akurat na wysokości oczu

    Ścieżki przez gąszcz. Poza ścieżkami przedzieranie się jest naprawdę trudne, trzeba też bardzo zwracać uwagę gdzie się stawia stopy albo czego dotyka

    Jeziorko, zwane groszkowym

    Na końcu drogi, kolejna, kompletnie pusta plaża …

    … oraz pasący się na niej bawół indyjski. Bawół, po tym jak zaspokoił pragnienie, wszedł do rzeki, tak, że wystawał mu tylko kawałek pyska i wyglądał na bardzo zadowolonego. Upał zmoże każdego …

    (tytuł pochodzi z piosenki Guns N’ Roses, 1987)

    Kambodża, wyspa Koh Rong, listopad 2012

  • Wind Cries Mary

    Błyskawicznie zmieniając strefę czasową i klimat wracam do Kambodży. Kiedy piszę te słowa, za oknem jest mróz, szaro i ciemno. Kawałek słońca przyda się nam wszystkim.

    Na zdjęciach jedna doba na Koh Rong, tym razem w wersji plażowego nic-nie-robienia

    5:57, chwila przed wschodem słońca

    Kąpiel w morzu, przed śniadaniem i po śniadaniu. Na zdjęciu Ola z Grześkiem oraz piękne okoliczności przyrody

    Zmęczeni upałem ucinamy sobie szybką drzemkę w domku na plaży

    Czas na spacer, plaża zapełniona, nie ma gdzie ręcznika rozłożyć …

    Butelki z listem na plaży nie znalazłem, za to były rybackie śmieci i diablo szybkie kraby

    Domek na plaży

    Wracamy do naszych bungalowów, światło jest tylko w godzinach 18-23, prąd na wyspie jest albo z baterii słonecznych albo z generatorów. W restauracji prowadzonej przez Niemca Rudyego Schmittleina można usłyszeć muzykę Mozarta i Beethovena, co, w połączeniu z tym co widzą oczy, powoduje, że wpadamy w stan niemalże letargu.

    Kalmar w sosie pieprzowym. Pieprz pochodzi z Kampotu, położonego niedaleko miasta słynącego z jego produkcji. Kalmar drogi jak na lokalne warunki, 6USD ale najlepszy jakiego kiedykolwiek jadłem. A jadłem ich sporo.

    Zachód słońca, na romantyka

    Na koniec burza w środku nocy

    Żeby nie było tak różowo to jeszcze coś napiszę. W 2006 roku Kithr Meng, jeden z kambodżańskich magnatów wydzierżawił na 99 lat wyspę od rządu Kambodży. Jego plan, liczony na 20 lat przewiduje budowę małego lotniska, dróg, mariny, pól golfowych, kasyn oraz szeregu pięciogwiazdkowych hoteli. Celem jest zmiana tego prawie dziewiczego miejsca w najbardziej znane miejsce wypoczynku w Kambodży. Na razie niewiele się zmieniło ale podobno przygotowania trwają.

    Zatem, jeżeli chcecie zobaczyć tę piękną wyspę, prawie nietkniętą przemysłową, turystyczną cywilizacją, ponurkować w czystym morzu albo poleniuchować na pustej plaży to zróbcie to jak najszybciej. Bo wkrótce wjadą buldożery i wszystko zaorają.

    (tytuł pochodzi z piosenki Jimiego Hendrixa, 1967)

    Kambodża, wyspa Koh Rong, listopad 2012

  • Alicja w pogoni za Białym Królikiem

    Kilka zdjęć z inauguracji iluminacji Pałacu w Wilanowie oraz labiryntu w stylu Alicji z Krainy Czarów

    Tylko B w środku brakuje ;)

    Zdjęcia znalazły się na internetowej stronie gminy Wilanów.

    Pałac w Wilanowie, Warszawa, 5 stycznia 2013

  • Sitting on the dock of the bay

    W dzisiejszym odcinku Kambodżańskiej telenoweli kilka zdjęć mieszkańców Koh Rong. Na wyspie jest około tysiąca stałych mieszkańców, w tym całkiem spora grupa osiadłych ekspatów. Większość bazy turystycznej jest własnością przyjezdnych, ośrodki bungalowów, knajpy, restauracje także większe statki. Większość z nich powstawała podobnie, przyjezdni sprzedawali majątek całego życia w domu, Europie, Australii czy w Stanach Zjednoczonych i przenosili się tutaj zakładając mały biznes. Całkiem niezły pomysł na życie.

    W lokalnych rękach pozostają sklepiki (można kupić tylko podstawowe produkty) i oczywiście infrastruktura rybacka. Dodatkowo obsługa turystów zapewnia pracę miejscowym, trzeba ich karmić, poić, wozić łódkami, prać brudne ubrania (1USD za kilogram, bardzo porządnie zresztą), sprzątać plażę i pokoje. Całość działa sprawnie i bez zakłóceń, jednocześnie powodując, że biedni rybacy przestali być biednymi. Przez cały czas pobytu na wyspie nie widziałem ani jednego przypadku żebrania, tutaj kambodżańskie dzieci są dziećmi.

    Zrób mi głupia fotkę!

    Jazda na rowerze jest dobrą zabawą niezależnie od szerokości czy długości geograficznej. Podobało mi się też to, że dzieciaki bawiły się bardzo zgodnie, bez rywalizacji. Jedno jechało, reszta pomagała pokonać plażowe przeszkody.

    Oczekiwanie

    Wschód słońca, rybak wypływający na łódce z kilku kawałków styropianu

    Poważniejszy okręt, tuż po zachodzie słońca

    Wypasanie bawołów

    Na koniec fotka w innym klimacie, pejzaż morski

    (tytuł pochodzi z piosenki Otisa Reddinga, 1967)

    Kambodża, wyspa Koh Rong, listopad 2012

  • Like a Rolling Stone

    Koh Rong… Paradise Island… Monkey Island…

    Kambodżański cud szczęścia, spokoju i nic-nie-robienia. Wyspa jest spora, prawie 80km2, 43 kilometry plaż, w większości kompletnie pustych i niezagospodarowanych. Jest kilka wiosek rybackich, malutkich, liczących kilkadziesiąt, maksymalnie kilkuset mieszkańców. Kilka ośrodków bungalowów, dżungla na wzgórzach w centrum wyspy, czynne w porze deszczowej wodospady, małpy i niewiele więcej. Nie ma przemysłu i elektryczności (poza bateriami słonecznymi i generatorami). Nie ma dróg, więc nie ma żadnych pojazdów, jedyną możliwością transportu są łódki.

    Ale jest wszystko co ważne do relaksu. Piękne plaże, lazurowy kolor morza, słońce, relaks i pyszne jedzenie. Nie mówiąc o khmerskiej whisky, 1.75USD za butelkę.

    Najpierw jednak trzeba tam dotrzeć. Wsiadamy na statek w Sihanoukville, port jest brudny i biedny

    Wyścig z rybakiem

    Płynie się dwie godziny, pogoda była dobra aczkolwiek nieco mokra

    Sail-ho!

    Wyspa przywitała nas czekającym miejscem na wiklinowym fotelu oraz darmowym Wi-Fi

    Okolice przystani, straszny bałagan. To wioska Mittakpheap, na plaży Tui Beach

    Remont łodzi

    Wbrew pozorom to także łódź rybacka. Robiąc to zdjęcie myślałem, że to dzieciaki sobie zbudowały łódkę dla zabawy, kilka dni później widziałem płynącego na czymś takim dorosłego rybaka.

    Aż dotarliśmy do plaży

    (tytuł pochodzi z piosenki Boba Dylana, 1965)

    Kambodża, wyspa Koh Rong, listopad 2012

  • Good Vibrations

    Sihanoukville

    Sihanoukville przypomina Sopot. Kurort nad morzem, plaża, knajpy, kicz i rozbuchany przemysł turystyczny. Dla nas to było miejsce przesiadkowe, zmierzaliśmy na rajską wyspę Koh Rong i zatrzymaliśmy się tutaj tylko na jedną noc. Ale o „Siaku Siaku”, bo tak przezwaliśmy trudną do zapamiętania nazwę miasta jeszcze napiszę, spędziliśmy tutaj więcej czasu wracając z wyspy. Zatem dzisiaj głównie zdjęcia.

    Najpierw trzeba było tam dojechać, autokarem, pięć dolarów czy coś koło tego. O jeżdżeniu autokarami już pisałem tutaj oraz w relacji z Ghany (swoją drogą, muszę przenieść tę relację do nowego bloga, na starym wygląda koszmarnie). Tym razem, przez większość drogi, w autokarowej telewizji leciały lokalne piosenki śpiewane wysokimi głosami. Czytałem kiedyś o torturach za pomocą utworów AC/DC w Guantanamo, myślę, że to co słyszałem byłoby jeszcze skuteczniejsze.

    Przesiadka do Tuk-tuka. Kambodżańskie wyglądają trochę inaczej niż Tajlandzkie, to skutery z doczepioną przyczepką. Przyczepki są robione ręcznie, każda jest inna. W środku czeka Grzesiek

    Punkt zakupu biletów do Paradise Bungalows na Koh Rong. Sprzedawała bardzo wyluzowana angielka w ciąży, z ogromnym dekoltem, kompletnie nas rozkojarzając

    Promenada

    Szli, szli i doszli do morza. Koniec promenady kontrastuje z widokiem za plecami, z przodu śmieci i chaos …

    … z tyłu piękna Zatoka Tajlandzka

    Nad morzem, jak to w tropikach nad morzem, małe kolektory ściekowe …

    Robienie dobrze turystom

    Foty pamiątkowe w czapkach

    Spacery po mokrym piasku

    oraz machanie ogniem. Były też drinki w wiaderkach ale zdjęć nie przytoczę, wiaderka były za duże ;)

    (tytuł pochodzi z piosenki Beach Boys, 1966)

    Kambodża, Sihanoukville, listopad 2012

  • Ona tańczy dla mnieeee …

    Party time

    Warszawa się bawi

    Pan w żółtych włosach

    Dwa czułe króliczki

    Serca do nieba

    Mimo telebimów miejsca z dobrą widocznością były deficytowe

    Także dwa króliczki, tym razem roztańczone

    Młode pokolenie trzymało się z tyłu, ale oglądało koncert z wielkim zaciekawieniem

    Tęcza na głowie

    Szczęśliwego Nowego 2013 …

    Nie wiem ile było ludzi ale jak widać sporo

    Dziewczę w masce z różkami

    Czerwony akcent na zebrze

    Tańce międzypokoleniowe

    Czasem na scenie działy się ciekawe rzeczy

    Scena, choć nieco kiczowata wyglądała jak ze Star Treka

    Ochrona była zadziwiająco skuteczna, na ogrodzonym terenie prawie nie było petard, także dosyć skutecznie wykrywali próby wnoszenia butelek

    Koń jaki jest każdy widzi

    TAK się bawimy! Ekipę z tego zdjęcia serdecznie pozdrawiam i mam nadzieję, że dobrze zapisali link do bloga

    Mały out-of-focus prawie na koniec

    I pozostał tylko kac …

    Bardzo dobrze się bawiłem, mimo obaw o dobór muzyki. Nawet „Ona tańczy dla mnie” Weekendu pasowało do klimatu! Choć, i tak wolę jazzowy cover CeZika, nie mówiąc już o dyskietkowej wersji Daniela Kukieły :)

    Sylwestrowa Moc Przebojów, Warszawa, Plac Konstytucji 31 grudnia 2012