Delhi bez taryfy ulgowej

Stacja kolejowa New Delhi

To nie był mój pierwszy raz w Indiach, byłem tutaj niecałe dwa lata temu. Wracając wtedy do domu, tuż przed wejściem do samolotu obiecałem sobie, że nigdy więcej. Byłem wyczerpany Indiami, brudem, hałasem, wszechobecnym tłumem. Kilka miesięcy później myślałem już inaczej, żałowałem, że nie zobaczyłem więcej, nie zrobiłem zdjęć jakie chciałem zrobić. Wróciłem szybciej niż się spodziewałem.

Tym razem nie było taryfy ulgowej. Żadnego okresu przejściowego, łagodnego przejścia z Zachodu na Wschód. Kilku dni na aklimatyzację w jakimś miłym i ładnym miejscu. Wyładowaliśmy w Delhi o 3 nad ranem. Zmęczeni, niewyspani, podekscytowani przygodą, ale znużeni kilkunastoma godzinami podróży. Dla niektórych z nas to nie była pierwsza podróż do Azji, ale pierwsza do Indii. A to zawsze są mocne wrażenia.

Byliśmy w Delhi tylko kilka godzin, przez różne zmiany w planie wyjazdu, pobyt w stolicy musieliśmy zredukować niemalże do zera. Mieliśmy kupiony pociąg który odjeżdżał kilka godzin po przylocie. Trzeba było tylko przetrwać ten czas. Bez planu, bez noclegu, bez snu. Pojechaliśmy do Main Bazaar, backparkerską dzielnicę Delhi licząc na jakąś otwartą knajpę, miejsce gdzie można spędzić kilka godzin. Niestety, nic nie było otwarte, miasto jakby wymarło. Na ulicach stały krowy, psy sennie się błąkały, w powiewach duszącego pyłem wiatru toczyły się śmieci. Czasem jakiś pojedynczy człowiek, zaskoczony naszym biwakiem podchodził i o coś się pytał. Bez przekonania, sennie.

To był ciężki moment, jeden z najtrudniejszych podczas całego pobytu. Siedzieliśmy zmęczeni, ekipa była nieco przerażona tym co widzi i co doświadcza. Nawet ja, choć wiedziałem co czeka na miejscu, zastanawiałem się co mnie znowu przyciągnęło do tego kraju. Na szczęście szybko minął. Po drugiej stronie toru kolejowego czekały Indie.

Budzące się ulice Delhi.

Main Bazaar w środku nocy.

Ekipa biwakuje pod sklepem jubilerskim. Ekipę jeszcze przedstawię, w następnych notkach.

Riksza rowerowa.

Krowa i budzący się człowiek.

Zwierzęta na miejskim pastwisku.

Złoty ołtarz pod namiotem.

Poranek.

Stacja kolejowa New Delhi

Dworce to takie Indie w pigułce. Śpiący na peronach bezdomni, smród niedomytych ciał, uryny, kolory, tłum, wieczny hałas, ale i całkiem dobra organizacja. Dworzec w New Delhi jest jednym z największych, słynie też z ogromnej rzeszy naciągaczy i hochsztaplerów, próbujących oszukać turystów. Jakby Was tam kiedyś zagnało to pamiętajcie, ufajcie tylko tablicom z numerami pociągów.

Na koniec nasze nazwiska na wydruku miejscówek w pociągu. Taka cywilizacja!

Delhi, Indie, październik 2013

Jedna odpowiedź do “Delhi bez taryfy ulgowej”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *