Tag: Azja

  • Jak próbowałem zostać gwiazdą Bollywood

    Odcinek 21, Mumbai

    Mumbai City

    Godzinę po odwiedzeniu Doków zaczęliśmy realizować nasz drugi pomysł na Mumbai. Mianowicie zaplanowaliśmy sobie zostanie gwiazdami Bollywood! A było to tak …

    Słyszeliśmy od kilku osób spotkanych po drodze w Indiach, że w Bombaju bez problemu można dostać się do słynnego Film City, słynnej wytwórni filmów Bollywood. Mała łapówka dla strażników i można bez problemu połazić po miasteczku filmowym, a może nawet ktoś Cię do filmu zatrudni jako statystę? Ponoć płacą po 500 rupii dniówki. Na miejscu, w hotelach można nawet wykupić jakieś wycieczki z oglądaniem kompleksu ale co, my się sami nie dostaniemy? Dostaniemy! Kompleks był po drugiej stronie miasta niż Colaba, trzeba przejechać ok 40km, najlepiej pociągiem. Doszliśmy więc do najbliższej stacji …

    Stacja Mumbai Central, ta która występuje w ostatniej scenie Slumdog Millionaire

    … i tutaj pojawił się problem. Ano mianowicie pociągi nie jeździły bo akurat tego dnia wystąpił problem z zasilaniem a pociągi są elektryczne. Zamiast nich, za godzinę miał być podstawiony wahadłowy pociąg spalinowy, kupiliśmy więc bilety i poszliśmy przeczekać ten czas w pobliskiej knajpie. W której notabene udało mi się zjeść wegetariańską kanapkę z kurczakiem ;)

    Powróciwszy na stację zastaliśmy tam TŁUM. Kolejką jeździ codziennie 7 milionów osób, pociągi są co kilka minut więc proszę sobie wyobrazić co się działo w pociągu!!! Nie wiem jak się wbiliśmy do środka, udało nam się wcisnąć naprawdę cudem, do przedziału bagażowego zresztą. Przedział miał powierzchnię małego pokoju, może 12-15 m2 a w środku poza naszą trójką było ze 100 hindusów, pewnie więcej. Ludzie stali ściśnięci gorzej niż sardynki w puszce. A to wszystko w temperaturze tropikalnej, tego dnia w Mumbaiu było ze 30 stopni! Wcisnąłem dziewczyny pod ścianę i stałem przed nimi z rękami opartymi mocno, próbując zrobić nam kilka centymetrów miejsca do oddychania. Szybko wykorzystały to inne kobiety z przedziału, zrobiliśmy sobie mały kawałek przestrzeni kobieco-turystycznej ;) Lokalni zresztą byli super, bardzo pomocni, mówili nam która to stacja, gdzie powinniśmy wysiąść, także kiedy już dojechaliśmy bez problemu zrobili nam przejście do wyjścia. To, że przedział był bagażowy powodowało napływ świeżego powietrza, drzwi były otwarte na oścież. Zresztą w tych drzwiach stali hindusi trzymając się wąskiej szczeliny nad nimi, stali na palcach wysunięci poza pociąg. Tak się jeździ proszę Państwa pociągami w Indiach :)

    Po wyjściu z pociągu, zwracam uwagę na ludzi na lokomotywie :) Nie mam lepszego zdjęcia niestety bo chwilę potem przyleciała straż ochrony kolei i kijami ich spędziła.

    Wsiadanie i wysiadanie to prawdziwe wyzwanie

    Ooo, w tym przedziale jechaliśmy

    Ludzie trochę wystają ale co tam …

    Pomiędzy wagonami też można

    Byle ręce silne

    Ostatni odcinek do bycia gwiazdami pokonaliśmy rikszą (btw, w Mumaiu nie ma targowania się) a tutaj skucha. Oprócz ewidentnie przekupnych strażników pojawił się policyjny inspektor który za żadne skarby nie chciał nas przepuścić. I na nic nie przydały się moje umiejętności negocjacyjne, także wdziękom kobiet się nie poddał a próbowaliśmy długo i na różne sposoby. Cóż, tym razem gwiazdą Bollywood nie zostanę ale może kiedyś? ;)

    Dotąd udało się nam dotrzeć, brama do kariery …

    W drodze powrotnej działała już kolejka elektryczna więc do miasta dostaliśmy się szybko i bez problemów. Nawet miejsca siedzące były.

    Resztę pobytu spędziliśmy łażąc po mieście, jedząc pyszne ryby, oglądając żywe kraby podane na talerzu w knajpie, dając się masować lokalnym po głowie i pijąc wino z papierowej torebki na promenadzie.

    Nawet palmy były, w końcu. Ruch uliczny jak widać jest spory. I to odróżnia Bombaj od innych miast w Indiach, na drogach jest zdecydowanie bardziej cywilizowanie. Jeżdżą po pasach, używają lusterek, stają na czerwonych światłach. Ale to jednocześnie powoduje, że średnia prędkość jazdy jest większa ale niestety fantazja taka sama. I w ciągu niecałych 48h pobytu widzieliśmy dwa wypadki.

    Wieżowiec mieszkalny

    Słynny hotel Taj Mahal

    Zachód słońca nad zatoką Bombajską.

    Downtown

    Zatoki mieszkalne

    Wodociąg

    Uniwersytet, wieża prawie jak Big Ben

    Krykiet, indyjski sport narodowy

    Wielkomiejsko

    Romantyczny wieczór nad zatoką

    W poszukiwaniu utraconej miłości

    Którą odnalazł ktoś inny

    Mega nowoczesny Bandra Worli Sea Link

    Na koniec slumsy. W Bombajskich slumsach żyje 40% populacji miasta, to ogromna rzesza ludzi. I ciągle napływają nowi, skuszeni bogactwem miasta. Slumsy, co ciekawe nie zajmują całej przestrzeni ale rozciągają się od jednego ogrodzonego i strzeżonego apartamentowca do drugiego. Marta gdzieś wyczytała, że miasto z nimi intensywnie walczy, wysyłając na tereny buldożery które równają wszystko z ziemią w ciągu dnia ale po nocy budy są już z powrotem na miejscu. Budowa domu z blachy falistej nie trwa długo …

    I na koniec, żeby nie było, że nie widzieliśmy żadnych zabytków opisanych w przewodnikach. Widzieliśmy! Znaczy ten oto jeden, Gateway of India :)

    Do Mumbaiu bym chętnie wrócił, spodobał mi się bardzo klimat miasta. Jest inne niż miasta na północy, dużo bardziej cywilizowane i nowoczesne ale jednocześnie nadal indyjskie. I nie widziałem słynnych, największych na świecie ręcznych pralni …

  • O tym jak się w dżinijskiej świątyni zawiesiłem kompletnie

    Odcinek 19, Ranakpur

    Ranakpur Jain Temple

    Ranakpur, mała miejscowość około 100 km, właściwie nic w niej nie ma poza świątynią dżinijską. A ta jest absolutnie niesamowita! Zbudowana w XV wieku, poświęcona Adinathowi, nadal funkcjonująca. Jest duża, naprawdę duża, niby monumentalna ale wykonana z niesamowitą precyzją i koronkowo wykończona. Dach świątyni wspiera się na 1400 kolumnach i każda, naprawdę każda jest inaczej zdobiona. Robi to obłędne wrażenie! Na tyle niesamowite, że oglądając je kompletnie się zawiesiłem, łaziłem kilka razy dookoła, focąc co popadnie, setki zdjęć tam zrobiłem, setki! A na koniec usiałem gdzieś na marmurowym schodku i patrzyłem z mętnymi oczami na cuda dookoła. Polecam to miejsce, bardzo polecam. Jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widziałem. Ever!

    Najpierw droga, jedna z lepszych jakimi jechaliśmy w Indiach. Po drodze kierowca opowiadał nam historię swojego małżeństwa. O tym, że było aranżowane, że swoją żonę zobaczył po raz pierwszy nawet nie na weselu ale dopiero kilka godzin po. Kilka godzin, bo jego żona przerażona opowieściami innych kobiet o tych wszystkich zberezeństwach które się w sypialni uprawnia nie chciała go do ich małżeńskiej wpuścić. A jak już wpuściła to kilka dni kazała mu spać na podłodze. Takie są realia indyjskiego pożycia :)

    Dziewczyny w sari

    No i sama świątynia, wejście zbudowane jak domek z kart

    Ceremonia religijna w środku

    Dzwon modlitewny

    Kolumny, kolumny …

    Kolumn detale

    Korytarze

    Sklepienia

    Detale

    Słonie

    Mała kapliczka i bębny modlitewne

    Widok na świątynię z pobliskiego wzgórza

    Takie to miejsce jest, niesamowite!

    I na koniec …

    Małpa na MotoRikszy. Indie :)

    Spotkany po drodze Pan od Dywanów. Dywany jak dywany ale fajnie je tkał.

    Chwila zadumy w świątyni …

  • O kolorowych szkiełkach i siedzeniu w kucki

    Odcinek 17, Udaipur

    Udaipur, Miasto Jezior, Wenecja Wschodu

    Udaipur to piękne miasto. Nadzwyczaj czyste, zwłaszcza w porówaniu z Agrą i Varanasi. Ładne budynki, mało śmieci na ulicy, jeziora, hotele na wodzie i nawet są normalnie wyglądające knajpy. Także słynące z pobytu Rogera Moora, tego od martini wstrząśniętego a nie zmieszanego który to w pałacach na wodzie robił to co zwykle James Bond robi. Znaczy wybuchy, strzelanina, podrywanie pięknych kobiet, takie tam ;) Ale o tym w następnej notce.

    Dobre miejsce, żeby się zatrzymać na kilka dni, nas też przyjęło pozytywnie. Było ciepło, słonecznie, dobre jedzenie a i po czystych ulicach spaceruje się jakoś przyjemniej.

    Architektura nieco…

    grecka

    Nawet chaos na ulicach jakoś mniejszy

    Red Hot Chilli Peper

    Poranna drzemka

    Widok na miasto z pałacu

    Pozwiedzaliśmy trochę miasto i okolice, przede wszystkim słynny City Palace

    Kompleks jest naprawdę duży, obejście całości zajmuje kilka godzin. Składa się z kilku przylegających do siebie pałaców, budowanych od 1559 roku, wszystkie w podobnej konwencji. Znaczy z jasnego piaskowca i różnorakimi kolorowymi dekoracjami w środku. Sporo jest zabawy w grę świateł, niektóre pokoje są nieco kiczowate i sprawiające wrażenie domku dla lalek ale generalnie to i tak ładne miejsce. Warto pościerać sandały na pałacowym bruku. Bo tak, w końcu było na tyle ciepło, że mogłem je założyć :)

    A co w środku?

    Indyjskie wycieczki, tym razem żeńska, chroniona przez przystojniaka w pomarańczowym berecie z pomponem

    Słonie, dla odmiany ;) Słoń był fajny, przywiozłem podobnego namalowanego na materiale

    Eksponaty mają różną wartość artystyczną

    Komnata króla, właściwie jego łazienka. Wanna nas bardzo kusiła bo cała nasza czwórka weszła by do niej wygodnie

    Na królewskim tarasie zalęgły się witraże

    Oraz nieco upiorna płaskorzeźba

    Kolejne przejścia, kolejne kolumny

    Fontanna w rzymskim stylu

    Jeszcze jedna wanna. Rozmiar jak dla haremu :)

    Korytarz w kolorach ruchu ulicznego

    Dziedzińce pokryte mozaikami

    Lustrzana komnata

    Ehm, słoneczko ?

    Paw był śliczny, wykonany z mozaiki układanej z dużym pietyzmem

    Okno na świat

    Wychodzimy na zewnątrz, pilnowany przez śpiącego strażnika letni pawilon

    Mały ołtarz mojego ulubionego Ganesha

    A wszystkiego pilnuje siedząca w kucki ochrona. Tak w ogóle to cały kraj siedzi w kucki. W dokładnie taki sposób, obie stopy są płasko na ziemi. Dla nas to jest średnio wygodne, wymaga przyzwyczajenia ale dla hindusów to najbardziej popularna pozycja. Je się w kucki, czeka na wszystko w kucki, odpoczywa, czyta, pije Chai Masala, przysypia oraz defekuje oczywiście. Przy okazji, widziałem kilka razy mężczyzn sikających w tej pozycji, co kraj to obyczaj, naprawdę.

  • O tym, że Katrina cycków nie pokazała, jej siostra i owszem a trup w tle ścielił się gęsto

    Odcinek 16, Jaipur, Bollywood Movie

    Koniec seansu Agneepath w Raj Mandir, słynnym na całe Indie kinie

    Gdzie obejrzeć Bollywoodzkie filmy? Najlepiej w Jaipurze, w słynnym kinie Raj Mandir!
    Najpierw trzeba kupić bilety, przedsprzedaży nie było, kasy otwierają na 45 minut przed seansem. Są dwie kolejki, oddzielnie dla kobiet i mężczyzn a także różne klasy biletów. My wybraliśmy najdroższą i najbardziej komfortową, diamentową lożę na balkonie – 150 rupii za miejsce. Kino jest ogromne, 1237 miejsc i niezmiennie przez hindusów oblegane.

    Raj Mandir

    Posiłek w McDonald przed seansem. Hamburgerów z wołowiny nie dowieźli ;)

    Więc, mamy bilety, popcorn w łapkach, Pan pomagacz z latarką prowadzi nas na miejsce i jedziemy. Krzesła wygodne, nawet się rozkładają. Byliśmy na Agneepath, na prawie premierowym pokazie. Film jest nowym wykonaniem przeboju z lat 90tych i nie był typowy dla kina Bollywood, tańców mało za to trup ściele się gęsto a emocje miłością rozbuchane szaleją. Pewien kłopot sprawiło nam to, że film w hindi, bez angielskich napisów ale fabuła choć skomplikowana była całkiem logiczna i dało radę zrozumieć o co chodzi. Przed seansem obawiałem się, że szybko usnę (chrapałem jak dziecko po 30 minutach „Czasem słońce, czasem deszcz”) ale nie, oglądanie filmu tutaj to niesamowita rzecz, film trwał 3h, w środku miał przerwę a na sali lokalesi gwiżdżą, tupią, wyją i krzyczą podczas różnorakich momentów. Takich rozbieranych oczywiście nie było, w końcu to Indie ale wiele intensywnie sugestywnych i owszem :)

    Seriously, niebywałe wrażenia ;)

    W rolach głównych bożysze kobiet Hrithik Roshan, równie znany co Shahrukh Khan a dużo młodszy oraz śliczna Priyanka Chopra

    Tańce też były :)

    Niebywale seksowna Katrina Kaif w niepoprawnej politycznie scenie. To jedna z najbardziej znanych indyjskich aktorek która miała niedawno problemy z powrotem na scenę po tym jak jej młodsza siostra Isabella Kaif poszła w ślady Paris Hilton i „opublikowała” swoją sex taśmę. Skandal w purytańskich Indiach jak się zapewne domyślacie był niebywały.

    Później w Indiach dowiedzieliśmy się, że Bollywoodzkie filmy to raczej na prowincji bo w naprawdę dużych miastach jak Mumbai czy Delhi popularniejsze jest kino zachodnie.

    Co oprócz kina? Pochodziliśmy trochę po mieście, zwiedzać nam się jakoś nie chciało za to zakupy były więcej niż udane. Ja w ogóle czułem przesilenie Indiami tamtego dnia, chyba każdego to w tym kraju dopada. Ale szybko przeszło :)

    Laundry day

    Sałatkę warzywną Pan życzy?

    Zaparkowany pod sklepem słoń

    Szlajając się po Jaipurze trudno w końcu nie trafić na jakiś zabytek. To ściana słynnego Hawa Mahal (Pałacu Wiatrów), część Różowego Miasta, powstałego dekretem Dźaja Singha, który żeby zrobić większe wrażenie rozkazał pomalować całe miasto na ten kolor.

    Uliczny fast-food. Kulki z soczewicy oraz chyba pietruszką i ostrymi przyprawami, bardzo dobre.

    Warzywa jak wszystko kupujemy na ulicy

    Zima jest, kozy trzeba poubierać

    Kobra leniwie wyłania się z koszyka

    Wielbłądy, jak słoń zaparkowane

    Oraz trzeci, przy pracy

    I na koniec sklep ze słodyczami. Są koszmarnie słodkie, podobne do tych arabskich, składają się głównie z skarmelizowanego cukru i miodu. Dla koneserów ;)

    A w następnej notce Udaipur zwany całkiem słusznie Wenecją Wschodu i Bond, James Bond

  • Rzecz o małpim raju

    Odcinek 15, Jaipur, Monkey Temple

    Wnętrze jednej z małych świątyń Galwar Bagh

    To już 15 notka o Indiach a ja dopiero w połowie wyjazdu jestem… Dzisiaj o Jaipurze i Świątyni Małp.

    Jaipur zaczął się źle. Bardzo źle. Pociąg z Agry się spóźnił, koczowaliśmy kilka godzin w Akrze na dworcu i zamiast wieczorem dotarliśmy do Jaipuru późno w nocy. W pociągu było też zimno, okrutnie zimno, uszy i nosy marzły a szkliwo na zębach pękalo. No może prawie ;)

    Najgorszy był kierowca motorikszy jednak. Droga z dworca do hotelu nie była długa, 1,2 km według mojego nokiowego GPS’a ale tenże kolega zdołał mnie w tym czasie doprowadzić do białej furii i chęci zainicjowania poważnego incydentu międzynarodowego. A to tylko kilkoma komentarzami i próbą kombinowania jak tu nas zawieźć do innego hotelu. Plus, w dodatku, last but not least chamskimi pytaniami o dziewczyny…

    W każdym razie do incydentu nie doszło, chęć mordu i zakopania delikwenta w ogródku warzywnym minęła a my dostaliśmy się do hotelu. To, że pokoje były sporo droższe niż oczekiwaliśmy już nas bardzo nie zdziwiło. Za to były naprawdę fajne a jeden z nich nawet OGRZEWANY! :)

    Na szczęście rano już było dużo lepiej, jajecznica z warzywami i imbirem na śniadanie wprawiło mnie w tak dobry humor, że nawet wybaczyłem podany nam napój kawopodobny. No i było ciepło, w końcu naprawdę ciepło. Dwadzieścia kilka stopni, słońce wysoko, marzenie – w końcu lokalizacja obok pustyni swoje robi :)

    Jaipur. Średniej wielkości miasto (coś ze 3,5 mln mieszkańców ;) słynne jako Różowe Miasto od koloru budynków w starej jego części. Ale ile można oglądać zabytkowe budynki, plany się więc zmieniły i pojechaliśmy obejrzeć wzgórze zwane Świątynią Małp a wieczorem pójść do kina. Bo tak!

    Małpy i małpiątka

    Świątynia Małp zwana lokalnie Galwar Bagh jest w Galcie, wiosce na przedmieściach Jaipuru. To w zasadzie dwa byty, Galwar Bagh to stary kompleks hinduskich świątyń malowniczo ukrytych pomiędzy skałami. Nadal jest czynny a mieszkający w nim bramini (kapłani z wysokiej kasty) opiekują się budynkami i prowadzą nabożeństwa. Drugim bytem jest samo wzgórze które upodobały sobie małpy, podobno jest ich w okolicy 6 tysięcy, całkiem to możliwe. Miejsce jest mało znane, spora część przewodników je pomija, moim zdaniem niesłusznie bo warto tam dotrzeć. Za to jest pusto i nie trzeba płacić za wejście :)

    Zapraszam więc na spacer.

    Małpia rodzina. Zwierzaki są hołubione przez mieszkańców, karmione bananami i orzechami

    Świątynie Galwar Bagh

    Czujny ojciec rodziny

    Oraz jego trzódka

    Dochodzimy do kompleksu świątyń, na początku baseny kąpielowe

    Jak widać używane

    Całość jest niezwykle ładna i ciekawa architektonicznie, budynki są wkomponowane w skały, wręcz wyrastają z nich i malowniczo odbijają się basenach.

    Wnętrze świątyni, zawieszone paski materiału mają wspomóc płodność

    Wielkouchy Ganesh, lubimy Ganesha :)

    Inne bóstwa, jak zwykle bajecznie kolorowe

    Widok z trawy na Świątynie

    Małpie marchewki

    W drodze powrotnej odwiedzam jeszcze jedną światynię, bramin opiekujący się nią mówi mieszaniną angielskiego i hindu z naciskiem ten drugi więc niewiele rozumiem. Jedynie na koniec wywodu „hundred rupee” było zrozumiałe ;)

    Świątynia za to jest bardzo ładnie utrzymana

    Na koniec widok na Jaipur ze wzgórza

    W następnej notce o tym jak poszliśmy do kina na bollywood’zki film

  • Agra i Fort Czerwony

    Odcinek 14, Agra i Fort Czerwony

    Pozwiedzajmy jeszcze trochę zanim pojedziemy dalej

    Na początek Mauzoleum Akbara, spokojne miejsce na przedmieściach Akry

    Pełne zakochanych

    Jelonków

    Oraz łamiących prawo małp

    Dalej następne małzoleum, Itmad-Ud-Daulah, zwany przez lokalnych „Baby Taj Mahal”. Było wzorem dla później wybudowanego Taj’a

    Intensywnie niebieski pomnik B. R. Ambedkara, wielkiego popularyzatora edukacji

    Wejście do słynnego Czerwonego Fortu (Red Fort), drugiego najbardziej znanego zabytku w Akrze. Na poczatku pełnił funkcję obronną, później reprezentacyjną i rezydencjalną. Zbudowany w 1573 roku, masywny i zgodnie z nazwą intensywnie czerwony.

    Brama, oblężenie w toku

    Jeden z dziedzińców

    Wnętrza, w ramach elementów dynamicznych fotografii wystąpili: Hindus i papupa

    Z Fortu widać Taj Mahal, pod tym kątem wygląda trochę jak rafineria ;) Przed budynkiem nadrzeczne slumsy

    Mekka zakochanych. Jeżeli widać w północnych Indiach pary trzymające się za ręce to tylko na uboczu, w drogich knajpach albo właśnie w zamknietych i ogrodzonych miejscach turystycznych. Takie miejsca działają trochę jak enklawy zachodnich zwyczajów.

    Staruszkowie

    Turyści się kłębią, japońscy jak na całym świecie, z kamerami

    Puzzle z kwiatów

    Chandni rozmową zaangażowana

    Kopuły w kształcie piersi występują parami

    I na koniec Hinduski poszukujące turystów do pamiątkowego zdjęcia

    Ostatnia pamiątkowa fotka Taj Mahal do wysłania MMS’em ;)

    I jedziemy dalej … pociągiem do Jaipuru

  • O przechodzeniu pod pociągiem

    Odcinek 13, Agra, życie miasta

    Dzieciaki noszące chrust zebrany nad brzegiem Jamuny

    Wychodzimy z miejsc turystycznych i idziemy na miasto. Wystarczy odejść kilkaset metrów i to co widać i czuć zmienia się diametralnie. Kilka fotek z prawdziwej Agry…

    Sklep monopolowy, właściwie dwa. Po lewej sklep z alkoholami zachodnimi, drogo i mało klientów. Po prawej alkohole lokalne, w większości niepijalne, poza całkiem niezłym piwem KingFisher. W Bangalore próbowalismy wina w lokalnej mordowni, straszne było.

    Niezbędnik podróżnika, kafejka internetowa, kasa biletowa i kantor w jednym

    Riksza – beczkowóz. Rikszą rowerową jechaliśmy raz, kierujący był chudy jak szczapa ale dawał rade, nawet pod górę.

    Uliczny serwis MotoRiksz. Nie wiem czy autoryzowany ;)

    Trzy najpopularniejsze pojazdy na miejskich drogach, MotoRiksze, motocykle HeroHonda i konne powozy.

    Rodzinne podobieństwo

    Zdjęcie do albumu rodzinnego

    I portret Hinduski

    Staruszek farbujący włosy na pomarańczowo. Hindusi są przewrażliwieni na punkcie wyglądu swoich włosów, nawet najbiedniejsi strzygą się często i starają się wyglądać estetycznie. Starsi, siwiejący mężczyźni farbują włosy na czarno lub właśnie często na pomarańczowo.

    Idziemy dalej, żebrak mieszkający na ulicy, na betonowym pasie pomiędzy jezdniami. Krawężniki są tak wysokie i potężne, że przynajmniej nikt go nie przejedzie. Łażenie nocą po mieście nie jest proste, ze względu na śpiących wszędzie biedaków, trzeba stąpać uważnie i chodzi się slalomem.

    Pies żywiący się resztkami z płonącej góry śmieci. Smród niewyobrażalny.

    Toaleta publiczna. Dobrze, że jest bo inaczej toaletą bywa całe otoczenie. Zapewniam, nie była najgorszą jaką widziałem.

    Dworzec autobusowy

    Targ muzułmański obok meczetu, tłok, tłok …

    I na nim kupowanie

    Thali, nasz obiad w bardzo tubylczej knajpie. To w sosie obok paczki chusteczek higienicznych było piekielnie ostre ale dałem radę, całość pyszna. Obiad kosztował 40 rupii (niecałe 2,6zł), Coca-Cola do niego drugie tyle :)

    Możliwości transportowe riksz są zgoła nieograniczone, był beczkowóz, jest ciężarówka :)

    Street view

    Rikszarz rozmawiający z rodziną. Prawie wszyscy mają telefon, nawet Ci śpiący na ulicy …

    I na koniec warta opisania akcja z pociągiem. Idziemy po mieście, przeciskamy się przez wieczny tłum właściwie. Wszędzie dookoła gwarno i tłoczno, wszyscy rozpychają się łokaciami, riksze trąbią, hindusi krzyczą do siebie, generalnie normalny chaos i hałas indyjskiej ulicy (coś jak przelatujące gęsiego nad głową samoloty ;). I nagle ulica zamiera, cichnie zupełnie, wszyscy ale to wszyscy stanęli w miejscu, nikt nie rozmawia i patrzą się do góry. Ale o co chodzi? ;)

    Więc my też patrzymy i widzimy przejeżdżający wiaduktem pociąg. I tak jak oni stanęliśmy, patrzymy na pociąg, na tłum ludzi spokojnie stojących dookoła, nie możemy się nadziwić skąd ta cisza i spokój, nie wiemy zupełnie skąd ten nagły bezruch. Pytam się kogoś stojącego obok, ten się patrzy dziwnie z miną pt. „co ja głupi, że nie wiem?” i odpowiada: „no pociąg jedzie, stoimy bo gówno z góry leci …”

    I tak, z naprawdę głupimi minami postaliśmy kilka minut, spokojnie bo pociągi długie, aż tenże przejechał a tłum ruszył.

    I znowu było normalnie, chaos, hałas i tłum, tłum, tłum … :)

  • Taj, Taj Mahal

    Odcinek 12, Agra, Taj Mahal

    Taj, Taj Mahal w pełnej porannej krasie

    Po krótkim skoku w bok w stronę motocykli a zwłaszcza motocyklistek wracamy do Indii.

    Taj Mahal. Najsłynniejsza budowla Indii. Obecny na większości pocztówek, okładkach przewodników we wszystkich językach, kubkach, koszulkach, folderach reklamowych, magnesach na lodówkę i pudełkach zapałek. Najsłynniejszy. Od 7 lipca 2007 r. ogłoszony jednym z nowych siedmiu cudów świata (razem z chińskim Wielkim Murem, Kolosseum i Machu Picchu), jest też wpisany na listę UNESCO.

    Przyznaję, robi wrażenie! Przede wszystkim jest duży, naprawdę duży. Z daleka monumentalny, z bliska ogromny.

    Skala budynku, jako modelki wystąpiły Ania i Bogna

    Taj Mahal jest grobowcem i mauzoleum Mumtaz Mahal, żony panującego wtedy cesarza z dynastii Wielkich Mogołów Szahdżahana. Mumtaz Mahal zmarła podczas porodu czternastego dziecka a cesarz który ją kochał nad życie wybudował w ramach hołdu dla niej najpiękniejszą budowlę Indii. Budowa trwała 22 lata, została zakończona w 1654 wieku. Według podań przy budowie pracowało 20 do 25 tysięcy robotników. Lokalni opowiadają legendę, że cesarz Szahdżahana pod koniec życia został zdetronizowany przez swojego syna i uwięziony w niedalekim budynku Czerwonego Fortu skąd do końca życia patrzył się na wybudowany przez siebie symbol miłości. Po śmierci został również pochowany wewnątrz Taj Mahal, w środku są dwa groby, można je oglądać.

    W XIX wieku budowla podupadła i mało co nie została rozebrana przez gubernatora Lorda Williama Bentincka, marmur miał być przewieziony i sprzedany w Londynie. Na szczęście pomysł upadł a następni władcy Indii odrestaurowali budowlę, tak że dzisiaj może być celem wycieczek z całego świata.

    A wrażenia ze zwiedzania? Przede wszystkim trzeba wstać grubo przed świtem. Taj jest najładniejszy w pierwszych promieniach słońca a dostać się do środka nie jest tak łatwo. Bilety kosztują 750 rupii co jest sumą jak na Indie ogromną (ok 50zł), lokalni płacą bodajże 20 rupii. Do środka prowadzą już od wczesnego ranka ogromne kolejki, oddzielne dla kobiet i mężczyzn, także dzielone na turystów i hindusów. Nie można wnosić papierosów i zapalniczek (rekwirują podczas drobiazgowego przeszukania) oraz na przykład statywów (bez sensu). Za to każdy turysta dostaje małą butelkę wody i pokrowce na buty więc nie trzeba ich zdejmować w środku (dla hindusów są przechowalnie butów). Przebicie się przez bramki trwa około godziny, serio.

    Jak już się człowiek dostanie na teren to pierwsze co widać to brama:

    Także namiętnie fotografowana

    Natomiast za bramą zamieszanie, ludzie się przepychają, żeby zrobić zdjęcie. Zupełnie bez sensu bo dalej jest dużo lepsze miejsce.

    Właśnie to, jak widać mocno zatłoczone.

    Za to zdjęcia z niego są niezwykle pocztówkowe :)

    Idziemy do budynku, widok na ogród i bramę

    Jeden z dwóch meczetów po bokach, tylko jeden jest czynny, drugi został wybudowany tylko dla zachowania symetrii całości

    Widok z tyłu na rzekę, w porannym świetle bardzo malowniczą

    Drugi meczet, ten czynny. Dla turystów wstęp wzbroniony

    W środku budowli znajduje się prosta sala z grobowcami (zakaz fotografowania), natomiast sam budynek jest ciekawy. W marmurze zatopione są kamienie szlachetne i półszlachetne, jest dużo malowniczych płaskorzeźb i gry świateł.

    Wychodzimy na zewnątrz, zdjęcie obowiązkowe

    Widok z ogrodów. Wrzuciłem kilka podobnych zdjęć różniących się tylko oświetleniem bo nie mogę się zdecydować która mi się najbardziej podoba :)

    Budynek cieszy się dużym powodzeniem wśród Hindusów, wszędzie jest pełno wycieczek

    Wzbudza też dziwne reakcje wśród zwiedzających ;)

    I na koniec, wcale nie jest biały, tak tylko wygląda w ostrym słońcu. Z bliska jest kremowo szary, marmur ciemnieje pod wpływem zanieczyszczeń powietrza. Widok po zachodzie słońca od strony rzeki.

    Będą jeszcze dwie notki z Agry, jedna turystyczna (Czerwony Fort i inne zabytki) i druga o miejscach i rzeczach zdecydowanie w innym klimacie …

  • Orchha, zabytki i pewna scena z pociągu

    Odcinek 10, Orchha

    Cenotaf nieśmiało wygląda zza krzaka

    Dzisiaj będzie mniej tekstu a więcej zdjęć, Orchha w wersji turystycznej. Jak pisałem w poprzedniej notce Orchha znana jest z pałaców i cenotafów.

    Trzy pałace Orchhy to siedziba dynastii Bundela, były budowane w XVI-XVIII wieku. Tworzą zwarty kompleks, z jednego przechodzi się do drugiego. Są nieco zaniedbane i rozsypujące się choć architektonicznie bardzo ciekawe. Dookoła miasteczka też jest kilka ciekawych budynków, malowniczo rozsianych po polach i łąkach.

    Widok na miasteczko i kompleks pałacowy

    Dziedziniec pałacu Raj Mahal

    Pałac Jahangira

    Widok na Orchhę

    Pałac Jahangira

    Trochę wnętrz

    Rakesh z kolegą przyglądają się zachodnim turystkom

    Pałacowe wnętrza to wymarzone miejsce na schadzkę :)

    Okolica jest urocza, mało widziałem w Indiach zieleni, tam było jej sporo.

    No i obecni mieszkańcy zamku :) Małpy w Indiach dzielą się na te z jasnymi pyskami (łagodne) i czarnymi (złośliwe i wredne). Tak to przynajmniej tłumaczyli lokalni.

    Wychodzimy z kompleksu, widok na Jahangiri Mahal

    Idziemy spacerem dalej, pozdrawiamy kąpiących się chłopaków …

    aż dochodzimy do mostu nad Betwą. Most jest częścią drogi zaznaczonej na mapie kolorem czerwonym czyli główna :)

    Żeby nie było, że wszędzie jest tak ładnie to nie wszędzie

    Czasem jest malowniczo

    Czasem piękne budynki są obudowane slamsami

    Dochodzimy do jednego z pałaców na wzgórzach dookoła miasteczka

    Ten w odróżnieniu od tych w samym Orchha ma zachowane piękne freski i malowidła, tutaj walka z demonami

    Oraz masaż stóp na łózku wykonanym w kształcie siedmiogłowego węża

    Na koniec spaceru dochodzimy do cenotafów (symbolicznych grobowców). Władców pałaców kremowano więc ciał w środku nie ma, pałacyki mają znaczenie czysto symboliczne

    Całość zbudowana jest na uboczu miasta, całość jest ogrodzona, wypielęgnowana i czysta. Robi dobre wrażenie

    Jeszcze widok od strony rzeki. Tutaj, jak wszędzie w okolicy miejsc turystycznych kłębi się tłum dzieciaków sprzedających różne paskudztwa, figurki, wisiorki i inne takie. Ale jeden z nich był bardziej obrotny, chciał mi sprzedać „Kamasutrę”. Kiedy zainteresowany spytałem co konkretnie ma mi do sprzedania odciągnął mnie nieco na bok i teatralnym szeptem powiedział „Patrz!” i pokazał mi wydrukowane na kolorowej drukarce atramentowej sceny z wybitnie pornograficznych filmów z hinduskimi aktorkami. Uśmiałem się, kartek nie kupiłem (były całkiem brudne i przetarte) – widać nie cieszyły się wielkim powodzeniem. Za to kupiłem caly zestaw branzoletek z nitek z małymi dzwoneczkami, cała nasza ekipa je nosiła do końca wyjazdu :)

    Na koniec notki trochę o pociągach (tak wiem, znowu … ;) Obiecałem jedak w którejś z pierwszych notek, że jak znajdę takie fotki to pokażę.

    To klasa sleeper czyli kuszetki z otwartymi przedziałami na 6 osób. Na górze są wentylatory, w większości zepsute choć niezbędne w goracych miesiącach. Bagaże, w celu ochrony przed kradzieżą przypina się do różnych metalowych kółek czy łańcuchów, przypinają wszyscy, hindusi także.

    W tym pociągu, Orchha-Agra byłem świadkiem sceny która była jedną z najmocniejszych widzianych w Indiach. Mianowicie jedziemy sobie, jest późne popołudnie. Dookoła pełno hindusów z dziećmi rozrzucającymi resztki jedzenia dookoła, wszędzie na podłodze walały się papierki, resztki krakersów i ciasteczek. Hindusi nas też podglądają, robią zdjęcia z ukrycia albo śmiało podchodzą i proszą o zrobienie sobie zdjęcia z nami. Ale po godzinie już się nieco znudzili więc poza latającymi wszedzie dzieciakami jest spokojnie a my czytamy książki. Siedziałem z brzegu, od strony korytarza, zresztą zazwyczaj tak robiłem – tworząc pewnego rodzaju barierę chroniącą dziewczyny. I nagle słychać szuranie. Patrzę na korytarz a tam pełznie żebrak. Czołga się, częściowo na kolanach, częsciowo na brzuchu, ma wygiętą w dziwny sposób bardzo chudą nogę i coś nie tak z palcami u rąk. Żebrak czołgając się robi to tak, że ramieniem popycha sterty śmieci, takie połącznie spychacza i miotły. Nie wiem jak zareagować, widok jest tak nierealny, że nie wiem czy się patrzeć czy odwrócić wzrok. Ale nie odwracam. I widzę jak dopełza do rozsypanych herbatników na bardzo brudnej podłodze, wszędzie jest aż czarno. I zaczyna je jeść, prosto z podłogi. Siedzący obok hindusi go przepędzają, żebrak czołga się dalej aż dociera do nas. Widząc białych a to zawsze znaczy łatwe pieniądze podnosi się nieco i patrząc się na mnie pustym wzrokiem wyciąga rękę dobywając z siebie dźwięku który brzmiał jak „Eee, eee”. Ręka nie ma dwóch paców, jest nienaturalnie wykrzywiona. Zamarłem, dziewczyny też. Po kilku, może kilkunastu sekundach wyciągnąłem portfel, dałem mu pieniądze i poczołgał się dalej.

    I tak to wyglądało. Indie, proszę Państwa. Indie.

    W następnej notce słynna i bardzo turystyczna Agra